czwartek, 31 lipca 2014

Chapter XVI


          Pod presją nadchodzących wydarzeń nie miałam czasu na ciągłe rozmyślania na temat Stana i jego orientacji. Dokładając do tego moje przygotowania do rozmowy kwalifikacyjnej do Akademii Sztuk Pięknych, mój umysł dodatkowo nie przejmował się rozterkami miłosnymi zwanymi Harry Styles. Starałam skupiać się na nauce, ale przede wszystkim na przygotowywaniu portfolio. Egzaminy końcowe nadchodziły wielkimi krokami, a co za tym szło, również moje spotkanie z komisją. Czasami miałam wrażenie, że nie zachowuję się jak typowy uczeń ostatniej klasy, ponieważ pisemne sprawdzanie mojej wiedzy w ogóle mnie nie stresowało. Sprawa wyglądała zupełnie inaczej w przypadku mojej wizyty w Akademii. Wiedziałam, że testy pójdą mi raczej gładko, ponieważ z braku laku i tak przez całe ostatnie lata przykładałam się do nauki dużo bardziej niż moi rówieśnicy, którzy woleli balować, niż przysiąść do książek.

          Ostatnie dni przed wyjazdem do Londynu minęły mi w zadziwiająco szybkim czasie. Pomiędzy pomaganiem Cassie w nauce, rysowaniem i zwykłymi codziennymi sprawami nie zabrakło mi miejsca na rozmowy z moimi przyjaciółmi z Londynu. Louis dzwonił do mnie średnio dwa razy na dzień i zajmował mnie swoimi szalenie „ciekawymi” opowieściami o chłopakach z zespołu. Lubiłam te nasze luźne konwersacje. Dzięki nim czułam jakbym wciąż była obecna w jego życiu. To było naprawdę miłe. Z Harrym natomiast najczęściej wymieniałam po kilkanaście smsów na dzień. Były one z reguły jałowe i tak naprawdę nie wnosiły nic nowego do naszej relacji. Miałam świadomość, że nie jest to wina Harrego, a jednak mimo to coraz częściej przyłapywałam się na tym, że jestem w stosunku do niego oschła i opryskliwa. Bolało mnie, że nie było nam dane porozmawiać jak ludzie i jedyne na co możemy sobie pozwolić to krótkie telefoniczne pogawędki. W taki sposób zdecydowanie nie dało się wyjaśnić tych wszystkich niedomówień, które pojawiły się między nami i właśnie ta świadomość doprowadzała mnie szału. Nie chciałam być nieprzyjemna dla Hazzy, ale ta cholerna bezsilność sprawiała, że zachowywałam się jak wariatka. Pewnie gdyby nie fakt, że miałam na głowie dużo ważniejszych spraw, bezustannie zamartwiałabym się i świrowała z tego powodu. Niespodziewane wiadomości od Eleanor coraz częściej poprawiały mój nastrój. Dziewczyna pisała do mnie w najbardziej nieoczekiwanych momentach, jednak najfajniejsze było w tym to, że poruszała niezobowiązujące, przyjemne tematy, które odciągały moje myśli od stresujących spraw wokół mnie.

          Od samego rana biegałam jak poparzona, nie mogąc znaleźć swojej ulubionej marynarki, którą planowałam założyć na tą ważną okazję. Przeszukałam dosłownie cały swój pokój, lecz nigdzie jej nie było, zupełnie jakby wyparowała. Byłam już bliska płaczu, kiedy całkiem przypadkiem zerknęłam w stronę zapakowanej walizki, która stała tuż obok drzwi. Poczułam się jak kompletna idiotka, zdając sobie sprawę z tego, że marynarka, której szukałam przez cały ten czas, najzwyczajniej w świecie tam sobie leży, spakowana i gotowa do tego, aby założyć ją na dzisiejsze spotkanie. Uderzyłam się z otwartej ręki w czoło, po czym śmiejąc się cicho pod nosem do samej siebie, mruknęłam:

          - Lucy uspokój się, dasz sobie radę.

          Mówiąc to, chwyciłam za rączkę swojego bagażu, po czym ciągnąc go za sobą, ruszyłam w stronę schodów. Nie miałam jednak okazji na zbytnie przemęczanie się, ponieważ niemal od razu doskoczył do mnie Will i zabrał ode mnie walizkę, tłumacząc, że nie powinnam tyle dźwigać. Poczułam się jak kobieta w ciąży, o czym nie omieszkałam mu powiedzieć.

          - Daj mi sobie pomóc póki tutaj jesteś, kiedy będziesz w Londynie, nie będę miał do tego okazji- mężczyzna uśmiechnął się ponuro, a ja poczułam nieprzyjemny uścisk w gardle.

           Właściwie dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że wyprowadzka do Londynu to nie tylko same przyjemności powiązane z bliskością przyjaciół, ale także cała masa przykrości, którą niosła ze sobą rozłąka z moimi przybranymi rodzicami. Odkąd zamieszkaliśmy razem niewiele było takich sytuacji, w których zmuszeni byliśmy rozstać się na dłużej niż tydzień. Wcześniej nie myślałam o tym jak o problemie, jednak wtedy dotarło do mnie, że w Londynie tak naprawdę będę zdana tylko i wyłącznie na siebie. To była przerażająca perspektywa, szczególnie ze względu na to, że przez tych kilka lat zdążyłam bardzo silnie przywiązać się do tej dwójki. Byli dla mnie nie tylko jak prawdziwi rodzice, ale również jak najbliżsi przyjaciele, do których miałam bezgraniczne zaufanie. Mogłam do nich przyjść z każdym problemem i wiedziałam, że zawsze, bez względu na wszystko, zostanę wysłuchana. Byli dla mnie oparciem zawsze wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebowałam i nigdy nie będę potrafiła wyrazić słowami tego, jak bardzo jestem im za to wdzięczna.

          - Kochanie chodź, spóźnisz się na pociąg- zawołał Will, wyrywając mnie tym samym z głębokiego zamyślenia.

          Potrząsnęłam delikatnie głową, po czym z nieznacznym uśmiechem błąkającym się na moich ustach, dołączyłam do niego. Eleanor czekała już na nas w progu i mimo iż próbowała się uśmiechać, wiedziałam, że w środku jest kompletnie zrozpaczona. Z nas wszystkich to właśnie ona najbardziej przeżywała każdy mój wyjazd, a ten był dla niej wyjątkowo trudny, ponieważ stanowił piekielnie poważny krok do moje stałej wyprowadzki do stolicy. Kochałam ją i serce pękało mi, kiedy musiałam patrzeć na to jak bardzo się zamartwia. Jednego jednak byłam pewna w stu procentach- nie zachowam się jak Stan i będę wracać do Doncaster tak często, jak tylko będzie to możliwe. Najchętniej zabrałabym Johnsonów razem ze sobą, choć takie rozwiązanie niestety nie wchodziło w grę i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.

          Wyszliśmy z domu, a William machinalnie ruszył w stronę samochodu. Ja natomiast poczekałam aż Eleanor zakluczy drzwi i kiedy tak się stało, kobieta obróciła się w moją stronę, a ja posyłając jej pokrzepiający uśmiech, złapałam ją za rękę i poprowadziłam do pojazdu. Razem usiadłyśmy na tylnych siedzeniach, wciąż ściskając swoje dłonie. To był niewielki, prosty gest, jednak naprawdę potrafił silnie podnieść mnie na duchu i odgonić ponure myśli. Czułam, że dla brunetki znaczy on tak samo dużo.

          Droga na dworzec minęła w ekspresowym tempie. Rozmawialiśmy o jakiś zupełnie nic nieznaczących drobiazgach, chociaż oczywistym było to, że każdy z nas rozmyśla o dużo bardziej poważnych sprawach. Najwyraźniej jednak nikt nie chciał zakłócić panującego w samochodzie spokoju i wszyscy oddaliśmy się przyjemnej wymianie zdań, dzięki której nawet nie spostrzegłam, kiedy byliśmy już na miejscu. Szybkim krokiem przemierzaliśmy peron, aż w końcu znaleźliśmy się obok pociągu, który miał mnie zabrać do Londynu. Postanowiłam ukrócić pożegnanie z Williamem i Eleanor, jak najbardziej się tylko dało, a to wszystko dlatego, aby oboje dobrze wiedzieli, że jest to jedynie chwilowy stan rzeczy. Uznałam, że jeśli pożegnamy się szybko i bez większego dramatyzmu, uniknę okropnego poczucia winy, które pojawiało się we mnie, kiedy tylko spoglądałam w sarnie oczy swojej opiekunki.

         - El to tylko kilka dni, przecież wiesz- mruknęłam jej do ucha, pokrzepiająco gładząc ją po plecach.

         W pewnym sensie to było miłe, wiedzieć, że ktoś tak bardzo się o mnie martwi, że nawet kilkudniowy pobyt poza domem potrafi go wyprowadzić z równowagi. Jednak z drugiej strony było mi po prostu przykro, że muszę stawiać Eleanor w takiej sytuacji. Kobieta wiele dla mnie poświęciła, oddała mi się cała, kiedy tylko po raz pierwszy pojawiłam się w ich domu. To było niesamowite i nigdy jej tego nie zapomnę i to właśnie dlatego tak ciężko było mi ją zostawiać. Ów wyjazd był jedynie przedsmakiem tego, co miało wydarzyć się już niebawem i wiedziałam, że z tym będzie się jej jeszcze trudniej pogodzić. Byłam jej oczkiem w głowie, więc to że nie będziemy się widywać przez kilka miesięcy z całą pewnością było dla niej czymś trudnym, co sama rozumiałam.

          - Wiem, po prostu dużo zależy od tej rozmowy z dziekanem.. Jeśli dobrze ci pójdzie, będzie to oznaczało, że naprawdę nas zostawisz. To nie tak, że ci nie kibicuję, bo wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej, ale kiedy pomyślę o tym, jak pusto będzie w domu bez ciebie- urwała i parsknęła cicho, próbując stłumić w sobie szloch, który coraz silniej próbował wyrwać się z jej gardła.

          - Będę często przyjeżdżać! W końcu nie wytrzymam zbyt długo bez twojej kuchni- uśmiechnęłam, zachęcająco spoglądając na jej zarumienioną twarz.

          Byłam raczej słaba w pocieszaniu, a moje nieudolne próby rozbawienia kogokolwiek zazwyczaj kończyły się fiaskiem, ale naprawdę robiłam co tylko w mojej mocy, aby chociaż odrobinę poprawić jej humor. Kobieta posłała mi jedynie blady uśmiech, ponownie zagarniając mnie do silnego uścisku.

          - Z resztą.. Jeszcze nie wiadomo, czy się dostanę, to tylko głupia rozmowa wstępna. Jest sporo kandydatów, a ja nie jestem aż tak dobra- wtrąciłam szybko.

         - Jesteś świetna i na pewno się dostaniesz, a my będziemy z ciebie bardzo dumni, już jesteśmy- najwyraźniej Will nie potrafił dłużej tak po prostu bezczynnie przysłuchiwać się naszej wymianie zdań i postanowił wkroczyć do akcji.

         On zawsze wiedział co powiedzieć. Był idealnym wzorem głowy rodziny. Troskliwy, opiekuńczy, ale też stanowczy, jeśli właśnie tego wymagała sytuacja. Dawał nam poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa i choć Eleanor była naprawdę silną kobietą, to wiedziałam, że to właśnie on często bywa jej podporą i bezustannie trzyma w ryzach całą naszą rodzinę. W gruncie rzeczy William bardzo przypominał mi mojego prawdziwego ojca i dzięki czemu był mi jeszcze bardziej bliski.

         - Oh, dobrze już! Koniec tego, bo wszyscy się rozpłaczemy, a twój pociąg zaraz odjeżdża- rzuciła w końcu El, ocierając przy tym łzy, które niebezpiecznie gromadziły się w kącikach jej oczu.

        - Masz rację, powinnam już iść. Odezwę się po wszystkim, kiedy będę u Louisa. Do zobaczenia!- mówiąc to, odwróciłam się na pięcie i ciągnąc za sobą swój bagaż, wsiadłam do pociągu.

        Zajęłam jedno z wolnych miejsc przy oknie i po raz ostatni pomachałam do swoich przybranych rodziców. Zaraz potem maszyna ruszyła, powoli tocząc się po torach w stronę Londynu. Ciężko było mi określić swój nastrój. Mieściło się we mnie tyle sprzecznych emocji, że nazwanie tego stanu jednym słowem było po prostu nierealne. Stres i zdenerwowanie wynikające z nadchodzącej rozmowy z dziekanem, smutek, który towarzyszył mi za każdym razem, kiedy opuszczałam Doncaster, ale przede wszystkim ekscytacja. Po kilku długich tygodniach rozłąki znów miałam zobaczyć się z przyjaciółmi i to właśnie ta świadomość sprawiała, że czułam się taka nakręcona. Miałam cholerne szczęście, że akurat w tym terminie Louis, Harry i reszta chłopaków również są w stolicy. Wiedziałam, że to tylko chwilowy stan, wynikający z tego, że mają krótką przerwę od koncertowania, dlatego tym bardziej byłam zadowolona, że udało mi się ustawić taki, a nie inny termin rozmowy wstępnej. To byłoby przykre- być w Londynie i nie móc się z nimi spotkać. Na szczęście tym razem los się do mnie uśmiechnął.

         Droga w sporej mierze minęła mi przy słuchaniu muzyki, ale również zdążyłam w tym czasie wymienić kilka krótkich smsów z panną Candler, umawiając się z nią na kawę. Właśnie zbierałam się do wyjścia, kiedy mój telefon dał o sobie znać. Byłam przekonana, że to nic innego jak wiadomość od Eleanor z adresem i nazwą lokalu, w którym mamy się jutro spotkać, ale jak się chwilę później okazało w mojej skrzynce odbiorczej czekała na mnie miła niespodzianka.

         Nie mogę się doczekać, aż w końcu Cię zobaczę. XX

          Poczułam jak przyjemna fala ciepła rozchodzi się po całym moim ciele w momencie, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że to sms od Harrego. Tego dnia jeszcze się nie kontaktowaliśmy, dlatego euforia, w którą całkiem nieświadomie popadałam, była coraz większa.

          Z szerokim uśmiechem na ustach wysiadłam z pociągu i niemal od razu skierowałam swoje kroki do łazienki z zamiarem poprawienia makijażu i stroju. Uznałam, że najlepiej będzie jeśli pojadę do Akademii prosto z dworca, a dopiero później udam się do domu przyjaciół. Dobrze wiedziałam, że spotkanie z chłopakami doszczętnie mnie rozstroi, przez co spotkanie z dziekanem może nie pójść po mojej myśli, a na to nie mogłam sobie pozwolić. Dostanie się na sztukę było teraz numerem jeden na liście moich priorytetów i miałam zamiar zrobić dosłownie wszystko, aby tak właśnie się stało.

          Poprawienie stanu mojej twarzy, włosów i stroju nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Szybko się ze wszystkim uporałam i bez zastanowienia pomknęłam na postój taksówek. Ktoś tam na górze wyraźnie życzył mi dziś wszystkiego co najlepsze, bo gdy tam dotarłam, kilku taksówkarzy wciąż czekało na nowo przybyłych klientów. Podeszłam do pierwszego z brzegu i podając mu swój bagaż oraz kartkę z odpowiednim adresem, wsiadłam do pojazdu. Lubiłam podróżować ulicami Londynu. Mimo iż byłam tutaj już naprawdę wiele razy, to miasto nadal tak samo fascynowało mnie swoim pięknem. Zatłoczone chodniki, sznury samochodów, wyszukana architektura, mogłam przyglądać się temu godzinami, a i tak by mi się nie znudziło. Tak było i tym razem. W ciszy przyglądałam się mijanym budynkom i z uwagą obserwowałam każdy, najmniejszy element wszystkich konstrukcji. Ciężko było nudzić się w tym tętniącym życiem mieście. Miałam nieodparte wrażenie, że każdy przyjezdny jest w stanie znaleźć tu coś dla siebie i wiedziałam, że ze mną będzie podobnie. Londyn otwierał przede mną masę drzwi ku rozwijaniu mojego zainteresowania sztuką, czego niestety cholernie brakowało w Doncaster. Tutaj była galeria na galerii. Ciągłe wernisaże, wystawy, wszelkiego rodzaju konkursy, dzięki temu wszystkiemu będę mogła obcować ze sztuką niemal przez cały czas, co okazało się kolejnym wielkim plusem wyprowadzki. Zdawałam sobie sprawę ze swojego szczęścia, które wiązało się z tym, że miasto nie było o tej godzinie zakorkowane, ale mimo to nawet taki zastój na drogach nie zmieniał mojej opinii o Londynie. Moje przeświadczenie o tym, że to jest moje miejsce umocnił widok Akademii. Osiemnastowieczny, monumentalny budynek wyłonił się zza rogu, a ja na moment zapomniałam, jak się oddycha. Bez słowa wysiadłam z taksówki, wręczając taksówkarzowi należną gotówkę, nie odrywając przy tym wzroku od dziedzińca. Dopiero wtedy poczułam klimat tego miejsca. Jedni studenci przechadzali się spokojnie po kampusie, drudzy nerwowo biegali z miejsca na miejsce. Widać było, że zbliżają się egzaminy, ponieważ każdy miał w ręku plik notatek. Może zabrzmi to głupio, ale chciałam już być na ich miejscu. Biorąc głęboki oddech weszłam do budynku i skierowałam się w stronę gabinetu dziekana. Miałam jeszcze chwilę czasu, dlatego usiadłam na pobliskiej ławce, aby spokojnie sobie zaczekać. Korytarz wypełniony był różnego rodzaju obrazami, rzeźbami i instalacjami. Z zachwytem podziwiałam każde dzieło, dopóki nie usłyszałam swojego nazwiska. Z początku w ogóle nie ruszyłam się z miejsca, ponieważ tak naprawdę nie wiedziałam, co mam zrobić. Byłam przerażona. Ręce miałam mokre od potu, głowa aż rozbolała mnie ze zdenerwowania, a do tego trzęsłam się jak galareta. Właściwie to czułam się tak, jakbym zaraz miała zwymiotować, dlatego postanowiłam nie czekać już ani sekundy dłużej. Podniosłam się z marmurowej ławki, na której siedziałam i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę mosiężnych drzwi, za którymi czekała mnie najważniejsza, a zaraz najbardziej stresująca rozmowa w moim życiu. Niepewnym ruchem ręki pchnęłam drewno, po czym nieśmiało wkroczyłam do środka. Moim oczom ukazało się pokaźnych rozmiarów pomieszczenie urządzone w staroświeckim i bardzo eleganckim stylu. Stało tam kilka starych regałów z książkami o grubych oprawach, z cztery, czy pięć przerażająco wyglądających rzeźb czegoś, co nie przypominało mi kompletnie żadnego konkretnego kształtu, gustowna sofa, toporne biurko oraz dwa krzesła, znajdujące się po dwóch stronach blatu. Dopiero na samym końcu moje spojrzenie spoczęło na mężczyźnie w średnim wieku, który zajmował jedno z krzeseł i spoglądał w moją stronę znad swoich okularów połówek.

          - Panna Croft, bardzo mi miło, Nathaniel Moser, dziekan- mężczyzna podniósł się ze swojego miejsca, wyciągając rękę ku mnie.

         Wyglądał na około czterdzieści, może czterdzieści dwa lata. Był schludnie ubrany i uczesany. Mówił z silnym, londyńskim akcentem, co z pewnością było efektem długoletniego życia w tym mieście. Pomimo ostrych rysów twarzy sprawiał wrażenie człowieka stonowanego, ale raczej sympatycznego. Uznałam, że nie najgorzej to wróży. Uścisnęłam więc jego dłoń, posyłając mu przy tym delikatny uśmiech, po czym zajęłam miejsce, które mi wskazał. Moser kątem oka zerknął na tubę z pracami, którą dzielnie dzierżyłam w dłoniach, po czym przeczesał palcami swoje gęste, blond włosy i również usiadł.

         Przez cały czas trwania rozmowy próbowałam się rozluźnić, dlatego w jej trakcie przestałam w końcu siedzieć tak sztywno i nareszcie nieco wyluzowałam. Nie byłam może całkowicie zrelaksowana, aczkolwiek nie spinałam się już tak bardzo na każde padające z ust mężczyzny pytanie. Atmosfera w pomieszczeniu z minuty na minutę robiła się coraz to bardziej przyjemna, aż ostatecznie na sam koniec uznałam, że wszystko wyszło całkiem nieźle i tak naprawdę niepotrzebnie się tym wszystkim aż tak bardzo przejmowałam. Pan Moser okazał się być naprawdę miłym i wyrozumiałym profesorem, a jego podejście do sprawy tylko i wyłącznie utwierdziło mnie w przekonaniu, że naprawdę bardzo mocno pragnę dostać się na tutejszą uczelnię. Po wszystkim po prostu pożegnałam się z nim grzecznie i wyszłam. Czułam się wyśmienicie z myślą, że cała rozmowa przebiegła właśnie tak, jak sobie tego życzyłam. Może i nie gwarantowało mi to pewnego miejsca na uczelni, ale i tak byłam z siebie zadowolona. Nie dałam zjeść się nerwom i to było najfajniejsze. 

         Właśnie mocowałam się z bagażem, aby jak najszybciej znieść go ze schodów  prowadzących do wyjścia z budynku, kiedy usłyszałam dzwonek swojego telefonu. W mgnieniu oka wygrzebałam go ze swojej torby, po czym naciskając zieloną słuchawkę, odebrałam.

         - I jak, już po? Jeśli tak, to jestem w okolicy, mógłbym po ciebie podskoczyć za parę minut.. Nie musiałabyś się tułać autobusem, czy taksówką- przejęty głos Tomlinsona zabrzmiał w słuchawce, a na moich ustach automatycznie pojawił się szeroki uśmiech.

          - Tak, właśnie skończyłam, później ci wszystko opowiem- powiedziałam spokojnie, znowu szarpiąc za rączkę walizki, którą jak na złość nie chciała ustąpić.

         Złośliwość rzeczy martwych nie znała granic i gdy tylko udało mi się wyciągnąć tą przeklętą rączkę, wyślizgnęła mi się z ręki z powrotem wpadając do środka. Przeklęłam w myślach, uderzając w nią czubkiem buta, zapominając, że nadal jestem na linii z Tommo.

         - Świetnie, w takim razie czekam na parkingu przed uczelnią- powiedział niczym niewzruszony – Nie kop jej, ona też ma uczucia.

         Zmarszczyłam nos, głęboko zastanawiając się nad słowami chłopaka, z których kompletnie nic nie zrozumiałam. Dopiero po chwili uniosłam głowę, rozglądając się po parkingu i zauważając czarny samochód przyjaciela. Louis zaparkował na miejscu przeznaczonym dla grona uniwersyteckiego, a jako że było to niedozwolone dla osób postronnych, dostrzegłam go od razu. Pędem rzuciłam się w jego stronę, ciągnąc tę cholerną walizkę jak osoba niedołężna. Gdy tylko znalazłam się przy jego samochodzie, chłopak wyszedł i od razu wpadłam w jego ramiona, nie chcąc go wypuścić. Coraz lepiej radziłam sobie z naszymi rozstaniami. Możliwe, że było to spowodowane tym, że moja przeprowadzka do Londynu zbliżała się wielkimi krokami. Nie chciało mi się już tak bardzo płakać i udało mi się poskromić łzy, zanim weszliśmy do samochodu. Lou wrzucił moją walizkę do bagażnika, a ja wygodnie rozsiadłam się na miejscu pasażera.

         - Wcale nie byłeś w okolicy, prawda?- spytałam rozbawiona, gdy Tomlinson odpalił silnik.

         - Nie, ale wyszedłbym na totalnego głupka, gdybym powiedział, że sterczę tu od ponad godziny.

         Zaśmiałam się lekko, odwracając głowę w stronę szyby i uśmiechając się jak kretynka. Nie minęło kilka sekund, kiedy pogrążyliśmy się w rozmowie, nawzajem wymieniając się bieżącymi informacjami. Buzie nam się nie zamykały, dlatego zrobiło mi się trochę przykro, gdy samochód się zatrzymał , co znaczyło, że byliśmy już pod  domem. Nie żebym się nie cieszyła. Po prostu chciałam spędzić więcej czasu sam na sam z Louisem, bo potem mieliśmy iść na kręgle z chłopakami. Oczywiście ten pomysł przypadł mi do gustu, jednak aktualnie pragnęłam po prostu porozmawiać z Louisem. Przez jeden krótki moment przeszła po mojej głowie myśl, aby zagadnąć o Stanie i o tym, o czym dowiedziałam się na imprezie w Breakdown, na szczęście bardzo szybko okazało się to niemożliwe. Rozmowa na ten temat musiała poczekać, z czego byłam całkiem zadowolona. Ostatnimi czasy niewiele miałam możliwości do myślenia na ten temat, a co się z tym wiązało, nie miałam pojęcia jak w delikatny sposób poruszyć tą kwestię.

         Przez podróż i rozmowę z dziekanem prawie zapomniałam, że nie jadłam nic od śniadania i mój brzuch domagał się pożywienia. Zaproponowałam więc, żebyśmy zamówili coś z mojej ulubionej chińskiej restauracji. Za każdym razem, gdy byłam w Londynie, stołowaliśmy się tam, co stało się nieodłączną tradycją każdej wizyty. Lou nie protestował, a ja cieszyłam się, że po raz kolejny będę mogła posmakować najlepszego makaronu z warzywami i kurczakiem w całej Anglii.

        - Idź zapytaj Harrego, czy czegoś nie chce, chyba jest w swojej sypialni, a ja zaniosę twój bagaż do pokoju gościnnego, w porządku?

          Kiwnęłam jedynie głową i rozradowana zaczęłam wspinać się po schodach na górę, gdzie mieścił się pokój Stylesa. Podeszłam do drzwi i lekko w nie zapukałam. Musiały być otwarte, bo niemal od razu się uchyliły. Zagryzłam delikatnie kącik dolej wargi, po czym wślizgnęłam się do środka.

          - Harry?- zawołałam cicho, rozglądając się po pomieszczeniu.

          Byłam w tym domu już kilka razy, jednak nigdy wcześniej nie wchodziłam do pokoju Loczka, przez co teraz czułam się nieco skrępowana. Usłyszałam szum wody, dotarło więc do mnie, że chłopak z pewnością bierze prysznic.

          - Hazz, zamawiamy z Lou jedzenie i chciałam zapytać, czy..- urwałam, kiedy niespodziewanie mój wzrok spoczął na obrazach, które wisiały tuż nad łóżkiem bruneta.

          Zatrzymałam się w pół kroku, nie mogąc uwierzyć w to co widzę. Sama nie potrafiłam opisać tego uczucia. Na początku zrobiło mi się gorąco i czułam, jakby ktoś sobie ze mnie żartował. Następnie miałam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami, aby uciec jak najdalej. Złość kumulowała się we mnie niczym deszczowe chmury przed ulewą. A najbardziej ze wszystkiego chciało mi się po prostu płakać. Nie docierało do mnie, że Harry mógł mnie tak oszukać. Miałam go za osobę szczerą i taką, na której mogę zawsze polegać, a tymczasem okazało się, że zwodził mnie przez cały ten czas. Wszystkie nasze rozmowy i zwierzania przybierały zupełnie nowych kolorów. Już nie były tak przejrzyste, jak mi się wydawało. Stały się nagle fałszywe i najzwyczajniej w świecie nieprawdziwe. Zawiodłam się i to w najbardziej okrutny sposób. Otwarłam przed Harrym swoje serce, pokazałam mu swoje lęki i obawy w nadziei, że pomoże mi przez to przebrnąć. Tymczasem on wykorzystał to manipulując moimi uczuciami, aby osiągnąć wyznaczony sobie cel. Mój umysł nie potrafił zrozumieć, dlaczego to zrobił. Tyle zagrywek, aby zdobyć moje pieprzone obrazy? Z jego sławą i jego pieniędzmi mógł mieć dzieła najlepszych malarzy, a tymczasem postanowił zrobić sobie ze mnie żart. Bo tak to odbierałam. Jako jeden wielki żart. Robiło mi się niedobrze na samą myśl, że pieniądze, które dostałam za te autoportrety należały do Harrego Stylesa i jedyne na co miałam teraz ochotę to rzucić mu nimi w twarz.

         Nagle drzwi do łazienki otwarły się, a zaraz potem wyłoniła się z nich postać Harrego. Jego włosy były mokre i w kompletnym nieładzie, a po nagim torsie wciąż spływało kilka kropelek wody. Biodra przepasane miał śnieżnobiałym ręcznikiem i jestem pewna, że w innej sytuacji przyprawiłoby mnie to o palpitację serca i niemałe skrępowanie, jednak teraz nie zwróciłam na to kompletnie żadnej uwagi. Chłopak najwyraźniej zauważył, że coś jest nie tak, bo jego mina przybrała raczej nietęgi wyraz. Nie mogłam na niego patrzeć. Odwróciłam więc wzrok, na nowo wbijając go w swoje obrazy, a raczej obrazy, które kiedyś namalowałam, a teraz należały do Harrego.

         - Lucy.. Daj mi to wytłumaczyć, chciałem ci powiedzieć. Ja..

         - Nie. Miałeś rację.. Osoba, która kupiła moje obrazy jest dla mnie nikim.

         Zacytowałam jego własne słowa, które miały mu dać do zrozumienia jak obłudną osobą jest. Mam nadzieję, że pamiętał, jakimi kłamstwami mnie karmił przez całą naszą znajomość. Wbił sobie nóż w plecy, który sam zbudował ze swoich słów. Posyłając mu pełne nienawiści spojrzenie, demonstracyjnie trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Nie miałam ochoty słuchać jego wyjaśnień. Właściwie nie miałam ochoty nawet przebywać z nim w jednym pomieszczeniu po tym, jak perfidnie mnie okłamał, ale wiedziałam, że na czas pobytu w Londynie muszę jakoś to wytrzymać. Louis nie wiedział o wszystkim co zaszło pomiędzy mną, a Harrym, dlatego nie mogłam pozwolić sobie na jawną niechęć wobec niego. Ł zy cisnęły się na moje oczy, ale wiedziałam, że nie jest to czas na rozklejanie się. Przynajmniej do wieczora musiałam udawać, że wszystko jest w porządku i że szalenie cieszę się z wizyty u przyjaciół.

          - I jak? Chce coś?- głos Tomlinsona kompletnie wybił mnie z rozmyślenia.

 Spojrzałam na niego nieprzytomnym wzrokiem, po czym uśmiechnęłam się niemrawo i odrzekłam:

          - Nie, powiedział, że nie jest głodny.

***

           Tak jak wcześniej planowaliśmy, całą paczką wybraliśmy się do kręgielni. Miło było po takim czasie zobaczyć również Nialla, Liama i Zayna. Może z nimi nie byłam aż tak blisko jak z Lou, czy jak wcześniej z Harrym, ale ich towarzystwo również sprawiało mi wiele radości. Mój przyjazd nie był dla nich już aż tak ekscytującym wydarzeniem jak wcześniej, ale tak czy inaczej każdy z nich ciepło mnie przywitał. Szczególnie uradowany z mojej wizyty wydawał się być Niall, który bezustannie zajmował mnie rozmową i dowcipami. Cieszyłam się, że blondyn nie odstępuje mnie ani na krok, bo dzięki temu nie byłam skazana na towarzystwo Harrego. Czułam na sobie jego wzrok, jednak postanowiłam nie zawracać sobie nim głowy i po pewnym czasie przestałam zwracać na niego uwagę.

          - Mam pomysł! Powinniśmy zagrać drużynami, będzie zabawniej! – rzucił na początku Tommo, wiążąc swoje stylowe buty do kręgli.

          - Okej, ja jestem z Lucy! – Irlandczyk oplótł mnie ramieniem, uśmiechając się szeroko.

          - Niall, daj spokój, jesteś do bani jeśli chodzi o kręgle. Lucy jest dziewczyną, więc przysługuje jej ktoś dobry w drużynie - powiedział Liam. - Nie obraź się Lucy, nie mam na myśli tego, że dziewczyny są gorsze, czy coś.

         Moje myśli wirowały gdzieś poza kręgielnią, dlatego stałam jak kołek i uśmiechałam się na każde ich słowo, tak naprawdę w ogóle ich nie słuchając. Było mi wszystko jedno. Do czasu.

        - Okej, w takim razie ja z Niallem, ty z Zaynem, a Lucy z Harrym. Pasuje?

         Przełknęłam głośno ślinę, ale posłusznie kiwnęłam głową na znak, że takie ustawienie jak najbardziej mi pasuje, co rzecz jasna dalece miało do prawdy. Byłam zła na Louisa za to jak nas podzielił i choć wiedziałam, że całkiem nieświadomie przysporzył mi kłopotów, to i tak byłam lekko nadąsana. Próbowałam jakoś to ukryć i chyba mi wychodziło, bo nikt nie zadawał mi głupich pytań. Gdy gra zaczęła się rozkręcać, a ja zbiłam swój kolejny strike, poczułam, że ten wieczór może nie będzie kompletną porażką. Chłopaki zachowywali się tak jak zawsze, dlatego było dużo śmiechu i wygłupów, co odrywało moje myśli od nieprzyjemnych wydarzeń. Dopiero gdy Lou podszedł jak najbliżej kręgli i zbił je wszystkie jednym rzutem, moi towarzysze podjęli interwencję. Wszyscy byli tak zajęci tym przewinieniem Lou, że nikt nie zauważył, że jedynymi osobami, które nie biorą udziału w tym przekrzykiwaniu jesteśmy ja i Harry. Chwilę zajęło mi zorientowanie się, że razem z Hazzą stoimy dalej od pozostałych.

         - Lucy wysłuchaj mnie, błagam..- szeptał Harry, zmniejszając odległość między nami, a zarazem oplatając mój nadgarstek swoimi długimi palcami.

         Byłam na niego wściekła i naprawdę nie miałam siły na wysłuchiwanie jego tłumaczeń, które w gruncie rzeczy kompletnie mnie nie obchodziły. Cokolwiek by w tamtym momencie nie powiedział, to nie miałoby dla mnie żadnego znaczenia. Zranił mnie i nic nie mogło tego zmienić.

         - Daj mi spokój! Odsuń się i zachowuj normalnie, Louis patrzy- syknęłam na tyle głośno, aby tylko Harry mnie usłyszał, po czym dyskretnie wyrwałam rękę z jego uścisku.

Próbowałam zachowywać się w stu procentach naturalnie, dlatego posłałam szeroki uśmiech w stronę przyjaciela, aby pokazać mu, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

         - Nie spodziewałem się po tobie tego – warknął rozeźlony. – Nigdy nie pomyślałbym, że nie dasz mi dojść do słowa i będziesz udawać, że wszystko jest w porządku.

         - A ja nie spodziewałam się, że okażesz się takim obłudnym krętaczem!

          Twarz Harrego w momencie stężała, a jego jak dotąd blade policzki, przybrały purpurowego koloru. Młodzieniec zacisnął szczękę z zdenerwowania, po czym cisnął kulę na stojak, który zachwiał się z jazgotem. Po raz ostatni jego zielone tęczówki zatrzymały się na wprost moich, trwało to jednak tylko krótką chwilę, bo zaraz potem chłopak obrócił się na pięcie i szybkim krokiem skierował się do wyjścia z kręgielni. Jego nierozważne zachowanie w momencie przyciągnęło wzrok naszych towarzyszy, którzy teraz z wyraźnym zdezorientowaniem błądzili wzrokiem miedzy odchodzącym Harrym a mną.

         - Co mu się stało? Nigdy się tak nie zachowywał.

 Nie wiedzieć kiedy u mojego boku błyskawicznie pojawił się Louis. Spojrzałam na niego lekko speszona, po czym siląc się na jak najbardziej swobodny ton głosu, odparłam:

         - Nie mam pojęcia. – lekceważąco wzruszyłam ramionami. - Powiedział tylko, że coś mu wypadło i musi już iść. Miejmy nadzieję, że to nic poważnego..



















Długo nic nie było, ale teraz macie ponad osiem stron świeżutkiego rozdziału. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu! Mnie osobiście nawet się podoba, a to nie zdarza się zbyt często, więc jestem z siebie zadowolona. Nie ukrywam jednak, że liczę na Wasze opinie na temat tego odcinka. :)
Całuski dla Joyster jak zawsze. <3

19 komentarzy:

  1. No to tak. Ciesze się ogromnie, że rozdział się pojawił ;) Doczekać się na niego nie mogłam, no ale w końcu się doczekałam ;)
    Raz. Harry powinien był powiedzieć jej od razu o tych obrazach a nie ukrywać to, bo przecież jasne było, że to i tak się wyda prędzej czy później.
    Dwa. Lucy powinna spuścić z tonu i wysłuchać Harry'ego i oboje powinni dojść do jakiegoś porozumienia. Ja rozumiem, że ona może czuć się zraniona i oszukana, ale powinna dać to wyjaśnić. Rozmowa zawsze pomaga.
    No to chyba tyle co chciałam napisać :-)
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jooo, jak ja się stęskniłam za Twoimi opowiadaniami <3 Pewnie pisałam Ci to już na Whopperze, ale nie mogę się powstrzymać, żeby wspomnieć o tym jeszcze raz XD Mam nadzieję, że Twój zastój minął bezpowrotnie i teraz regularnie będę mogła czytać nowe rozdziały.
    Ten odcinek silnie mi uświadomił, jak bardzo kocham Twoje opisy. Są takie... plastyczne, co stanowi taki żarcik sytuacyjny, zważywszy na fakt, że Lucy jest artystką. W każdym razie tak ładnie budujesz zdania, nawet używając najzwyklejszych słów, dzięki czemu łatwo sobie coś wyobrazić czy wczuć w sytuację głównej bohaterki. Lubię, gdy ktoś pisze w taki sposób i nie uważa, że długie opisy to beznadzieja, w zasadzie to esencja opowiadania. Dobra, bo pieprzę od rzeczy XD
    Cieszę się, że Lucy tak się zaangażowała w przygotowania do rozmowy kwalifikacyjnej do ASP. Moim zdaniem ta uczelnia jest dla niej stworzona i naprawdę, jeśli jej nie przyjmą (chociaż jestem pewna, że przyjmą), to stracą naprawdę cenną studentkę. Oczywiście nad całym tym oczekiwaniem wisiało widmo Stana, ale jego postanowiłam na chwilę obecną zrzucić na dalszy plan. Z radością przywitałam informację, że Lucy ma kontakt nie tylko z Louisem i Harrym, ale również z Eleanor. Wygląda na to, że to początek fajnej przyjaźni między dziewczynami, co mnie bardzo cieszy, Lucy na pewno potrzebuje kogoś bliskiego w pobliżu, w końcu niedługo czeka ją przeprowadzka do Londynu, a 1D pozostaje w ciągłym ruchu, jak to gwiazdy. Oczywiście wiadomo, że taki wyjazd ma też swoje minusy; ja na szczęście poszłam na studia tak, że nadal mieszkam w domu, bo jak na razie nie wyobrażam sobie mieszkania na własną rękę, dlatego domyślam się, jak bardzo Lucy musi przeżywać całą tę sytuację. Podobnie zresztą jak jej przybrani rodzice. Wychowywali ją przez kilka lat, tworząc przy tym prawdziwy, pełen miłości dom. Lucy miała ogromne szczęście, trafiając na tak dobrych ludzi. Powiem Ci, że aż mi się łezka w oku zakręciła, kiedy bohaterka żegnała się z Willem i El. Co prawda jej wyjazd do Londynu na stałe nie jest jeszcze przesądzony, ale poniekąd zbliża się wielkimi krokami, dlatego domyślam się, że całej trójce jest ciężko się z tym oswoić, nawet jeżeli Johnsonowie są dumni z osiągnięć córki, a ona sama już nie może się doczekać studiowania. Takie rzeczy zawsze mają ten specyficzny, słodko-gorzki smak.
    Opis Londynu mocno podziałał na moją wyobraźnię. Zawsze chciałam odwiedzić to miasto, to znaczy odkąd miałam pierwszą styczność z HP i już zazdroszczę Lucy możliwości zamieszkania w nim, zresztą ma do niego tak naprawdę rzut beretem. Wczułam się w jej sytuację i sama zaczęłam się stresować tą rozmową kwalifikacyjną XDD Na szczęście ten cały dziekan okazał się być równym gościem, już się bałam, że dziewczyna trafi na jakiegoś starego, gburowatego dziada, który tylko podkopie jej pewność siebie i poglądy, a to raczej nie skończyłoby się dobrze. Skoro nawet Lucy, która patrzy na siebie dość krytycznie, wyszła z rozmowy z tak pozytywnym nastawieniem, to ja już jestem pewna, że przyjmą ją na te studia. Nie ma innej opcji!
    Awww, Louis jest naprawdę słodki z tym czekaniem na Lucy pod uczelnią! Kochany. Widać, że bardzo się przejmuje przyszłością przyjaciółki i chce dla niej najlepiej. Tekst dotyczący walizki mnie rozwalił, bo sama lubię wtrącać takie randomowe rzeczy XD Przyznam szczerze, że ja również poczułam swojego rodzaju rozczarowanie, gdy podróż do domu chłopaków minęła w mgnieniu oka, przez co Lucy nie mogła spędzić z przyjacielem więcej czasu sam na sam. Na szczęście, zważywszy na fakt, że One Direction ma teraz wolne, jest jeszcze spora szansa na to, że oboje będą mieli okazję spokojnie porozmawiać w cztery oczy i może wybrać się gdzieś razem, żeby nadrobić rozłąkę.
    Boże, wszystkiego się spodziewałam, ale na pewno nie tego ;o Kiedy Louis rzucił hasłem, żeby Lucy poszła do Harry'ego zapytać o głupie jedzenie, spodziewałam się czułej, pięknej sceny między nimi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczami wyobraźni już widziałam, jak Styles wychodzi na spotkanie dziewczyny, przytula ją do siebie, w przypływie emocji może nawet całuje. A tu dupa blada, bo wyszło szydło z worka. Cóż, moim zdaniem obie strony grubo przesadzają ze swoim zachowaniem. Mianowicie Hazz nie powinien był ukrywać tej całej sprawy z kupnem obrazów, tylko od razu strzelić, że to on w nie zainwestował. Lucy nie byłaby zachwycona tak czy siak, ale przynajmniej nie czułaby się okłamywana i oszukiwana. Z kolei ona sama powinna trochę dać na wstrzymanie, bo jej reakcja jest moim zdaniem nieco wygórowana. W sensie jak najbardziej rozumiem, że poczuła się urażona, sama pewnie rzuciłabym kąśliwą uwagą i trzasnęła drzwiami, ale mimo wszystko Lu musi się trochę uspokoić i pozwolić Stylesowi na wytłumaczenie się, w końcu nic jej to nie kosztuje, a każdy zasługuje na szansę. Może kiedy sytuacja nieco opadnie, to ta dwójka porozmawia jak normalni ludzie i dojdzie jakoś do porozumienia, bo ja naprawdę nie znoszę chwil, kiedy są w jakimś konflikcie. Wydawało się, że wszystko między nimi zmierza w dobrym kierunku, a tu bach. Jeszcze ta sytuacja na kręglach... Niby się cieszyłam, że Lucy spędza czas ze znajomymi, że Niall i pozostali chłopcy tak pozytywnie reagują na jej towarzystwo, a jednak widmo kłótni z Harrym cały czas wisiało nad bohaterami. Szkoda, że Lu ponownie zareagowała tak gwałtownie, odtrącając od siebie chłopaka. Skoro on wkurzył się do tego stopnia, to sytuacja nie przedstawia się zbyt dobrze. Cholera, ogarnijcie się, bo darcie jap na siebie nie pomoże.
    Nie mam zielonego pojęcia, czy ten komentarz w ogóle trzyma się kupy, ale wiedz, że niezmiennie Cię uwielbiam i mam nadzieję, że Twoja wena będzie mniej kapryśna XD Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy, bo powyższy rozdział udał Ci się świetnie, więc już mam ochotę na kolejny <33

    OdpowiedzUsuń
  4. MIŚ <3
    Wybacz, że pojawiam się z komentarzem dopiero teraz, ale dzisiaj pojechała ode mnie rodzina, więc w końcu mam czas na to, żeby spokojnie nadrobić sobie zaległości, a zatem pojawiam się i tutaj. Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę zwłokę.
    Cieszę się z powodu Lucy. Dostała naprawdę ogromną szansę, jeśli chodzi o tę Akademię w Londynie i mocno trzymałam za nią kciuki przez cały rozdział i wciąż będę to robić, dopóki nie wyjaśni się, czy na pewno się dostanie na tę uczelnię. Mam nadzieję, że tak. W końcu jak sama stwierdziła - to znacznie ułatwiłoby jej pracę, jej dalszą karierę i rozwój w kierunku artystycznym, a poza tym, mieszkałaby w Londynie. Także liczę na to, że wszystko pójdzie po jej myśli i jakoś się ułoży.
    Miło przeczytać o tym, że dziewczyna ma tak wspaniały kontakt ze swoimi zastępczymi rodzicami, naprawdę. W ogóle, zawsze miło jest wiedzieć, że ma się tak dobre relacje ze swoją najbliższą rodziną, w końcu to najważniejsze więzi, od nich bardzo wiele się uczymy, choć niektórzy w ogóle nie zdają sobie z tego sprawy. Cieszę się, że Lucy ma tak ogromne wsparcie w Williamie i Eleanor. To musi być dla niej ważne i jestem pewna, że docenia to z całego serca. Wiadomo, że rodzicom będzie przykro, kiedy córka wyprowadzi się do Londynu, ale przecież taka jest kolej rzeczy. Dzieci dorastają, zaczynają żyć własnym życiem, wyprowadzają się i robią wszystko na własny rachunek. Ale potrafię zrozumieć ten wielki smutek Eleanor, w końcu Lucy dla nich zawsze będzie dzieckiem, będzie najważniejsza i zrozumiałe jest to, że będą tęsknić i czuć się samotnie. Ale przecież dziewczyna na pewno będzie ich odwiedzała, coś mi się wydaje, że nawet bardzo często, więc nie ma się co martwić na zapas.
    Chociaż samej rozmowy kwalifikacyjnej nam nie zdradziłaś, to dziekan wydawał się być miły, a zadowolenie Lucy po fakcie mówiło samo za siebie, więc mam nadzieję, że wszystko się uda i już niedługo zostanie przyjęta na uczelnię.
    Tomlinson jest naprawdę uroczy <3 Mieć takiego przyjaciela albo faceta - marzenie każdej dziewczyny. To słodkie, że czekał na Lucy tyle czasu, a później wszystko zwinnie obrócił w całkiem nową sytuację, chociaż dziewczyna i tak się zorientowała. Musiało jej się zrobić miło, kiedy Lou jej o tym powiedział. Jak już jesteśmy przy tych miłych rzeczach - wiadomość od Harry'ego, bo zapomniałam wcześniej o tym napisać. Aż mi się cieplej zrobiło na serduszku, kiedy Styles przysłał tego smsa. Nie mogłam się doczekać ich spotkania, liczyłam na wielkie przytulasy, uroczą scenę, a tutaj coś takiego :o
    Z jednej strony wcale nie dziwię się Lucy, że poczuła się oszukana, okłamana i zdradzona. Harry powinien jej o wszystkim powiedzieć wcześniej. Może dla niektórych nie byłoby w tym żadnego problemu i uznaliby to za błahostkę, ba, nawet cieszyliby się, że ktoś taki jak Harry Styles trzyma u siebie w pokoju ich obrazy, ale dla Lucy to coś więcej. Z drugiej zaś strony uważam, że dziewczyna powinna dać przyjacielowi dojść do słowa i się wytłumaczyć, na to zasługiwał, a ona powinna go wysłuchać. Jestem pewna, że Harry o wszystkim by jej powiedział, o swoich powodach trzymania tego w tajemnicy i tak dalej i może udałoby się wszystko załagodzić. A teraz jest chyba na to już za późno. Martwiłam się tym ich wspólnym wypadem na kręgle po takiej akcji. I na nieszczęście, Harry i Lucy znaleźli się w jednej drużynie, co nie przyniosło jednak dobrego skutku. Przykro mi, że ta dwójka jeszcze bardziej się ze sobą pokłóciła, ale wydaje mi się, że oboje byli zdenerwowani na siebie nawzajem i dlatego tak to wyszło. Muszą ochłonąć i mam nadzieję, że wtedy dojdą do porozumienia, no bo przecież innej opcji nie ma.
    Kochana, cieszę się, że wróciłaś, bo brakowało tutaj Twoich rozdziałów. Liczę, że kolejny rozdział pojawi się już niedługo i nie będziesz trzymać nas dłużej w niepewności. Dużo czasu, chęci no i przede wszystkim weny, misiu. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Więc o to i jestem :) Bardzo podoba mi się to jak Lucy przygotowywała się do rozmowy to znaczy nie tylko to, że jej zależy ale myślę też że to iż jest gotowa. Ta uczelnia jest dla niej pewnie idealna, nie wyobrażam sobie, że mogłaby być gdzieś indziej. Zdaje mi się, że gdyby nie była tak naprawdę gotowa nie czułaby tego strasznego zdenerwowania. Cóż łezka kręci się w oku, kiedy myślę że Lucy będzie musiała opuścić swoją rodzinę. Tym bardziej że obie El i Lucy wydają się być bardzo wrażliwe, będzie cieżko ale na pewno dadzą radę. No tak Tomlinson jako przykładowy przyjaciel czekający godzinę, rozbawiło mnie to i teraz Harry.
    Harry, który kupił jej obrazy i wpierał, że zakupił je ktoś kto nic dla niej nie znaczy. Szkoda, bo uważam, że postąpił źle. Rozumiem, go z jednej strony, ale chyba tylko w mniejszej części. Żałuje również, że Lucy nie pozwoliła mu nic wyjaśnić, rozumiem że była zła, rozumiem że pewnie nawet się wściekła bo ją oszukał i straciła teraz może wszystkie pozytywne myśli na jego temat, ale kurcze. Zdaje się, że tym nic dobrego nie wskóra i tak będzie musiała porozmawiać, gdy ochłonie więc może to i lepiej? gdy będą rozmawiać na spokojnie. Tak, cały czas czuję wiszącego gdzieś w powietrzu Stana i nie wiem co powinnam o nim powiedzieć, bo nic nie przychodzi mi tak z rana do głowy. Mam tylko nadzieję, że porozmawia o nim z Lou mniej więcej tak jakby chciała i bez niepotrzebnych komplikacji.
    Życzę weny i pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  6. super rozdział , czekam na next i zapraszam do siebie :***

    OdpowiedzUsuń
  7. Trafiłam na to ff,nb przez przypadek i naprawdę mi się spodobało. Przeczytałam wszystkie rozdziały w mniej niż jeden dzień 😊. Teraz czas na opinę na temat rozdziału, więc sądze że wina leży po obydwu stronach. Harry nie powiennien ukrywać że kupił te obrazy, powinnien przewidzieć reakcję dziewczyny. Te obrazy ukazywały jej przeszłość, były odzwierciedleniem "zniszczonej" psychyki. Ale nie pozostawię i Lucy bez winny. Podjeła świadomą decyzję sprzedając obrazy, wiedziała że ktoś pozna jej lęki, sądze że lęki to dobre określenie. Była z Harrym blisko, bardzo blisko więc nie powwinna być aż tak zła z powodu zaistniałej sytaucji. Harry wcześniej dał jej do zrozumienia że chce jej obrazy, więc dla mnie jego ruch był dość przewidwyalny. Lucy zachowała się nie dojżale jak na swój wiek, wiem że jest osobą nie ufną z powodu przeszłości, ale nie powninna odreagowywać na wszystko w tak drastyczny sposób, szczególnie jeśli robi to na bliskiej osobie. A teraz kiedy już skończyłam moją opinię na temat sytavji w jakiej są bohaterowie, nie pozostaje mi nic innego jak czekać na następny rozdział i rozwinięcie akcji.
    Powodzenia w dalszej pracy xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Nominowałam cię do Liebster Blogger Award :)
    Szczegóły tutaj---> http://onedirection1d-pain-and-payne.blogspot.com/2014/08/liebster-award-x5.html
    Pzdr. <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieszysz się! To ja! Dotarłam do mojej ulubionej, zakompleksionej postaci! Wiem, że nie gniewasz się iż tak późno, więc nawet nie będę próbować przeszkadzać, bo to nie ma sensu. Ale już jestem z całą masą sarkastycznych uwag dla Lucy. Zamiar też mam wzdychać do sił wyższych o rozum dla niej, więc szykuje się dobra zabawa, prawda?

    Zanim dobiorę się do emocjonalnej rozkminy Lucy nad życiem i śmiercią, gdzie pokazuje, że jednak jej sfastrygowana dusza jest zdolna do przywiązania się do kogoś kto nie jest uderzająco przystojny i zdolny - w sensie do swoich rodziców - chcę zacząć od Dyrcia szkoły artystycznej do której swój zadek zaciągnęła Croft.
    (a to było cholernie długie zdanie)
    Okulary połówki zmiażdżyły system i jedyne co widziałam w tej scenie do Dumbledore i skrzeczący Foux za nim.

    Scena z Louisem przed uczelnią jest absolutnie wzruszająca. W sensie - sama w sobie jest dość oklepana i widziałyśmy podobny motyw w milionach filmów, ale wzrusza mnie to, że Louis jest tak oddanym przyjacielem, który myśli w przód i troszczy się o komfort Lucy, nawet jeśli ona jest za skromna i zbyt zahukana by prosić o pomoc. Poza tym uczucia, które musiały wyzwolić się w niej w chwili, gdy go ujrzała są obezwładniające. Radość, ulga, że mu zależy, nadzieja na dobry czas spędzony wspólnie i po prostu miłość, którą się czuje do przyjaciela. Ach, biedna Lucy. Dobrze, że się nie zadławiła taką dawką. Bawiło mnie też to jego łamanie przyjętych zasad i parkowanie na zarezerwowanym miejscu. To jest coś co z pewnością Tomilson by zrobił. Wyobrażam sobie jak przez tą długą godzinę siedział za kółkiem i chichotał z własnego diabelskiego planu.

    Dobra, cała rozmowa o chinszczyźnie nie zasługuje na komentarz. W sensie, szanuję gust autorski co do kulinariów, ale serio, to że jedzą chińszczyznę obejdzie się bez zbędnych słów z mojej strony. Zamiast komentować ten fragment przejdę od razu do tego co Lucy zobaczyła w pokoju Harrego. Pamiętam jak o tym rozmawiałyśmy i szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że to wydarzenie nastąpi tak szybko. Teraz wiem już na jakim etapie jest to opowiadanie i uczucia, które mi towarzyszą można porównać do uczuć matki, albo siostry, która orientuje się, że członek jej rodziny ma już osiemnaście lat i za chwilę wyfrunie z gniazda. Już zaczynam tęsknić i ronić łzy.
    Właściwie to nie mam pojęcia WHY Hazz zakupił te obrazy i w jakich okolicznościach, ale bardzo chcę się dowiedzieć. Co stawia moje odczucia w opozycji do pragnień i oczekiwań Lucy. Przemawia przez nią złość, rozżalenie i rozczarowanie. Dziewczyna w swojej głowie naprawdę zaangażowała się w tą relację, a przy ostatnich rewelacjach na temat Stana, jest jeszcze bardziej podatna na zranienia niż normalnie. Nie mogła powiedzieć prawdy Louisowi, więc pewnie pragnęła zwierzyć się Stylesowi. OMG. Jej najbliższe tygodnie będą ciężkie.

    PISZ SZYBKO, BO NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ BY POWIESIĆ KILKA PSÓW NA MENTALNYCH BZDURACH LUCY!

    Koooooooooooochom.
    M.K

    http://feedback-ff.blogspot.com/
    http://last-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S Komentarz Meadow rozjebał system.

      M.

      Usuń
  10. Choć rozdział jak zwykle przecudowny, to co się w nim stało, zdecydowanie nie przypadło mi do gustu ;; Przypuszczałam, że coś takiego prędzej czy później się wydarzy, jednak mimo wszystko nie przygotowałam się na to psychicznie. No bo... do cholery, Lucy zareagowała tak, jakby ukradł jej te obrazy. Albo nie wiem, zabrał jej część siebie czy coś. Dobra, sam nie powinien był trzymać tego w tajemnicy - przecież to świetne, że akurat on je kupił. W końcu rozumiał ją bardzo dobrze, dzięki temu dla niego też zapewne stanowiły jakąś wartość. Trochę przykre, że nie dała mu nawet dojść do słowa - jestem naprawdę ciekawa, jak chciał to załagodzić, co miał na swoją obronę. Uf, trochę mi ulżyło, jak się wyżaliłam. Teraz, patrząc na to ze spokojem, nawet trochę się cieszę, że się posprzeczali, bo kiedy już się pogodzą (nawet nie myślę o tym, że mogą się nie pogodzić), to może nawet trochę ich do siebie zbliży. Co by się nie działo i tak ich uwielbiam, razem czy osobno :3 A teraz równie ważna rzecz: po takiej rozmowie chyba niemożliwym jest, żeby L. się nie dostała! Zresztą, jak ma się taki talent, że nawet H.Styles kupuje twoje obrazy, no to już coś znaczy :D A tak na poważnie, wierzę, że jej się uda. Trochę dziwne uczucie, bo mam wrażenie, jakby to moja przyjaciółka naprawdę startowała na ASP, a ja trzymałabym za nią kciuki. Przez kilka tygodni aż do nowego rozdziału na stabi ^^ Chyba o tym, jak uroczy jest Louis, jak wspaniałym jest przyjacielem i jak bardzo zazdroszczę im takiej relacji nie muszę już mówić? Mam wrażenie, że do tej pory powiedziałam to już kilkanaście razy. A jak nie, to na pewno z milion pomyślałam.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny, żeby kolejny rozdział był równie cudowny, jak każdy poprzedni <3

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo ciekawy post :)

    zapraszam również do siebie: http://scritto-con-la-pasta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. O mój Boże, jak mi głupio, że dopiero teraz przeczytałam ten rozdział i znalazłam chwilę, aby skomentować. Naprawdę bardzo przepraszam! :o
    Jejku, ja też nienawidzę pożegnań. Najwyraźniej Eleanor czuje, że Lucy niebawem wyjedzie do Londynu, bo jej rozmowa się powiedzie. Mam nadzieję, że ma rację.
    Lucy faktycznie niepotrzebnie się denerwowała, wiedziałam to od samego początku. Najważniejsze jest to, aby się rozluźnić. Wtedy wszystko idzie łatwiej. wiem, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale najważniejsze, że Lucy się to jako tako udało. Nie pozostaje teraz nic jak tylko czekać na werdykt.
    Sytuacja z Louisem, a właściwie rozmowa z nim strasznie mnie rozbawiła. Kochany z niego przyjaciel. <3
    Okeeeej... Rozumiem, że Lucy jest wkurzona na Harry`ego, powinien powiedzieć jej prawdę, ale wierze, że chłopak ma dobre wytłumaczenie na to, że kupił obrazy za jej plecami. A Lucy zachowała się jak egoistka, nie dając mu dojść do słowa. Chociaż jestem na Stylesa trochę zła, to nie mogę nie przyznać mu rację. Ma powód do złości. Gdybym była na miejscu Lucy, dałabym mu szansę, a nie od razu skreślała.
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Życzę masy weny i pozdrawiam cieplutko! ♥

    Zapraszam do mnie w wolnej chwili. Wystartowałam z nową historią. :) Your perfect imperfections

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytałam całe opowiadanie, na dniach możesz spodziewać się tutaj jakiegoś komentarza. :)
    Mam nadzieję, że kiedyś, w przypływie wolnego czasu wrócisz z historią Lucy, Louisa i Harry'ego.
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodnie z obietnicą - wracam. Tylko szczerze powiedziawszy nie wiem, gdzie zacząć. "Najlepiej od początku". Niby tak, ale z drugiej strony nie chcę być banalna i mówić o smutnym dzieciństwie małej Lucy, bo tak naprawdę żaden człowiek, który czegoś takiego nie przeżył nie wie dokładnie, co w takich chwilach myśli dziecko.
      Z drugiej strony znalezienie w kimś prawdziwego oparcia oczywiście zawsze w jakiś sposób pomaga przezwyciężyć ból. Dobrze, że Lucy miała więc Stana - do czasu. No właśnie, do czasu. Kompletnie nie mogę pojąć zachowania tego chłopaka. Skąd te wszystkie pretensje, to wyrzucanie brudów? Lucy nigdy nie robiła z siebie nie wiadomo jak pokrzywdzonej przez los dziewczynki, nie liczyła na niczyją litość,a już pewnością nie zachowywała się w sposób przedstawiony przez Lucasa. W trakcie czytania myślałam, naprawdę miałam maleńką nadzieję, że w którymś momencie się opamięta, ale jak widać im dalej w las tym więcej drzew - ochota na zamordowanie go wzrastała we mnie z rozdziału na rozdział. I jeszcze te wyrzuty, że zabrała mu Louisa. Like seriously Stan?
      Sprawa tych jego zaczepek powinna wyjść na jaw szmat czasu temu, żeby Louis szybciej się nim zajął. Brawo, Tommo, może ten maniak wreszcie da Lucy spokój.

      Sam Louis jest niesamowitym przyjacielem. Zazdroszczę dziewczynie, że w jej życiu mieszka sobie ktoś taki. Od samego początku przeczuwałam narodzenie się pomiędzy dwójką pięknego uczucia, nie mówię o miłości, bo są jak brat z siostrą - to taka niestereotypowa, jednak istniejącą, prawdziwa przyjaźń damsko - męska. Mam wrażenie, iż jedno byłoby skłonne skoczyć za drugim w ogień. Oczywiście Lucy na początku mogła poczuć się nieco odstawiona na drugi plan przez Eleanor, ale na szczęście zupełnie niepotrzebnie obawiała się opuszczenia. Cieszę się, że powoli odnajdują one wspólny język. ;)
      A to wyczekiwanie na parkingu pod Akademią było słodkie i urocze! Teraz nic tylko trzymać kciuki za powodzenie rozmowy z dziekanem i przyjęcie do szkoły. Komu jak komu, ale Lucy należy się to jak najbardziej, a w dodatku mogłaby być bliżej chłopaków. :D

      Harry nieświadomie chyba, ale mimo wszystko nieźle nabałaganił. Nie wiem, co mu szkodziło przyznać się w odpowiednim momencie, że to on był osobą, która kupiła prace Lucy. Poznał już dziewczynę na tyle, by wiedzieć, iż małe rzeczy znaczą dla niej dużo, więc wcale jej się w tym momencie nie dziwię, miała prawo zachować się w ten sposób. Nie wiem, co myśleć o Harrym, chyba to unoszenie się dumą było tu kompletnie zbędne. Oboje powinni to jakoś przetrawić i spróbować porozmawiać jeszcze raz - na spokojnie, bez nerwów, podnoszenia głosów i wyrzucania sobie tego i owego. W końcu Lucy nie ma pojęcia, dlaczego Harry kupił jej obrazy.
      Nie zapominajmy o tej wspaniałej scenie i wspaniałym pocałunku w namiocie! Ta dwójka nie może zmarnować się w ten sposób.

      Tyle ode mnie na chwilę obecną. Odnośnie stylu, cudowności i tak dalej mówiłam ci już na whopperze, więc nie będę się zanadto powtarzać. Czekam niecierpliwie na kontynuację tego opowiadania.

      Pozdrawiam cieplutko,

      Usuń
  14. dzisiaj zaczęłam czytać to ff i mega mi się spodobało! masz talent! czekam dalej :)
    dołączam do obserwowanych i liczę na to samo :)
    http://art-of-killing.blogspot.com/ zapraszam na nowo powstałe ff z Justinem :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej, kochana! Przybyłam tak nieśmiało zapytać... czy kontynuujesz tę historię? Można liczyć na kolejny wspaniały rozdział? :3
    Pozdrawiam, xx!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam z utęsknieniem! Życzę duuuużo weny ♥

      Usuń