piątek, 27 grudnia 2013

Chapter XI


          Pogoda robiła się coraz łaskawsza, a nad ulicami Doncaster coraz częściej świeciło słońce. Z dnia na dzień robiło się cieplej, aż w końcu ludzie zaczęli wymieniać swoje grube, zimowe płaszcze, na lekkie wiosenne kurteczki. Jednak oprócz obuwia i garderoby zmienił się ich ogólny nastrój. Mieszkańcy Wielkiej Brytanii więcej się uśmiechali, chodzili weselsi, a przede wszystkim odrzucili od siebie wieczne narzekanie, które niestety było nieodłącznym elementem późnozimowej pogody. Jako że powietrze było znacznie cieplejsze na ulicach i w parkach można było spotkać dużo więcej spacerujących osób, niż było to przez ostatnie trzy miesiące. Tego dnia było podobnie. Słońce zawzięcie rzucało swoje promienie na blade twarze spacerowiczów, a delikatny, jeszcze nieco chłodnawy wiaterek w przyjemny sposób mierzwił ich włosy. Owa wiosenna aura wręcz zachęcała do tego, aby wstać od komputera, czy telewizora, wyjść z domu i przyjrzeć się, budzącemu się po zimowym śnie, życiu. Było tak ładnie, że nawet ja razem z Eleanor postanowiłam wyjść się przewietrzyć. Był środek tygodnia, jednak ludziom najwyraźniej to nie przeszkadzało, ponieważ co chwilę spotykałyśmy kogoś znajomego, kto tak, jak my postanowił wybrać się na przechadzkę. Zazwyczaj witałyśmy się grzecznie i od razu oddalałyśmy się na jakąś bezpieczną odległość, jednak kilka osób zaczepiło nas na krótką pogawędkę o pogodzie, zdrowiu i innych tego typu błahostkach. Niezbyt mi to przeszkadzało, dlatego wcale nie protestowałam.

          Właśnie wchodziłyśmy do parku, a ja zagłębiłam się w rozmyśleniach o tym, że jak najszybciej powinnam zacząć znowu tu przychodzić rysować, kiedy między naszymi nogami zaczął plątać się średniej wielkości, czarnej jak smoła sierści i dużych bystrych oczach, pies, którego imię było mi doskonale znane, ponieważ jeszcze jakiś czas temu sama nie raz wyprowadzałam do na spacer. Winston należał do rodziny Shenton, przygarnęli go dokładnie dwa miesiące po tym, kiedy w ich domu pojawił się Stanley i jak wynikało z tego co mówił, znacznie ich to do siebie zbliżyło.

          Kiedy tylko czworonóg zaczął skakać po moich nogach domagając się pieszczot, dosłownie zamarłam odtwarzając w pamięci wszystko, co wiem na jego temat. Niestety pierwsze co przyszło mi na myśl to fakt, że sami państwo Shenton nigdy nie zapuszczali się z Winstonem w okolice parku, a znacznie częściej można było spotkać ich, kiedy spacerowali między uliczkami gdzieś w pobliżu swojego domu. Jedyną osobą, która zwykła zabierać go na długie i wykańczające spacery był Stan i to właśnie ta przerażająca myśl wciąż kołatała w mojej głowie. Wizja natknięcia się na Lucasa wprawiała mnie w istną panikę, której nijak nie potrafiłam ukryć. Nie miałam pojęcia jak spore było prawdopodobieństwo, że Stan naprawdę pojawił się w Doncaster i w ramach rekompensaty za długą nieobecność postanowił wybrać się z swoim czworonożnym przyjacielem na czasochłonny spacer, ale i tak cholernie się stresowałam. Ręce automatycznie zaczęły mi zalewać się potem, a serce niebezpiecznie szybko łomotało w chuderlawej piersi. Byłam tak przerażona, że kompletnie przestałam słuchać tego, o czym mówiła Eleanor i całą swoją uwagę skupiłam na nerwowym rozglądaniu się. Moje napięcie jednak nie trwało zbyt długo, ponieważ już po chwili zauważyłam wyłaniającą się zza drzewa postać pani Shenton. Dopiero wtedy byłam w stanie nieco rozluźnić ściśnięte w pięści dłonie i odetchnąć z ulgą. W końcu spokojnie schyliłam się i pogłaskałam Winstona, który najwyraźniej ucieszył się, że nareszcie zwróciłam na niego uwagę. Ochoczo podrapałam zwierzaka za uchem, po czym szybko wyprostowałam się stając twarzą w twarz z Anne Shenton. Ann była przemiłą, niewysoką kobietą w średnim wieku. Na jej pulchnej, lekko zaróżowionej twarzy niemal zawsze gościł uśmiech, a miał on tak przyjemny i serdeczny wyraz, że wyglądała na jeszcze sympatyczniejszą.

          - Cześć Lucy, miło cię widzieć.- powiedziała uprzejmie spoglądając w moją stronę z dość dziwnym i jak dla mnie bardzo zagadkowym wyrazem twarzy. Przez moment milczała i widziałam, jak walczy sama ze sobą, aby czegoś nie powiedzieć. Coś wyraźnie leżało jej na sercu, a ja miałam co do tego fatalne przeczucia. Zazwyczaj moja intuicja zawodziła mnie niemal na całej linii, jednak w tych momentach, kiedy bym tego chciała, ona działała wprost niezawodnie.

          Posłałam w jej stronę dość wymuszony uśmiech wyczekując reakcji, która miała nadejść już całkiem niebawem. Miałam szczerą ochotę zapytać o co chodzi, ponieważ to czekanie w napięciu sprawiło, że ponownie zaczęłam się niesamowicie stresować. W mojej głowie bezustannie wirowała postać Stana, którego bezapelacyjnie podejrzałam jako powód ów dziwnego zachowania jego opiekunki. Byłam prawie w stu procentach pewna, że to jego sprawka, nie miałam jednak pojęcia, co takiego mogło się wydarzyć. Szczerze wątpiłam, że jedyną rzeczą jaką trapi Anne, jest moja kłótnia z jej przybranym synem, bowiem dałabym sobie uciąć rękę, że chłopak o niczym jej nie powiedział. Stanley nigdy nie należał do specjalnie otwartych uczuciowo osób. Ciężko było go rozgryźć, ponieważ rzadko kiedy dopuszczał kogokolwiek do swojej bardziej emocjonalnej strony. Przyjaźniliśmy się na tyle długo, że nie potrzebowałam, aby mówił mi o swoich uczuciach, patrząc na niego czułam się, jakbym spoglądała w otwartą księgę. Może i dla kogoś mogłoby to być niezrozumiałe, jednak jego milczenie najczęściej było dużo bardziej wymowne niż tysiące słów, które mógłby wypowiedzieć w tym czasie.

          - Jak się masz Ann?- nim kobieta zdążyła wydusić z siebie jakiekolwiek zdanie do akcji wkroczyła niczego nieświadoma El. Johnson z pewnością kompletnie nie podejrzewała Anne o jakąkolwiek rozterkę i chciała po prostu dowiedzieć się co u niej słychać, ponieważ całkiem dawno się nie widziały, a tak się składało, że przed wyjazdem Stana do Londynu obie kobiety utrzymywały ze sobą bardzo dobry kontakt. Możliwe, że w większej mierze było to spowodowane tym, że ja i Lucas spędzaliśmy ze sobą tyle czasu, poza tym można było powiedzieć, że obie nasze rodziny były w dość podobnej sytuacji, co zdecydowanie ułatwiało im podłapanie nici porozumienia niemal od samego początku.

          - W porządku.. Próbuję sobie jakoś zapełnić czas odkąd Stanley wyjechał do Waszyngtonu, strasznie za nim tęsknię..- powiedziała nieco zachrypniętym głosem, a moje wnętrzności niespodziewanie zaczęły robić fikołki nabawiając mnie poważnych nudności. Nie do końca rozumiałam słowa kobiety, a właściwie byłam tak bardzo zbita z pantałyku, że nie wiedząc co ze sobą począć po raz kolejny schyliłam się i zaczęłam drżącymi dłońmi głaskać Winstona, który wyglądał na co najmniej zadowolonego z tego faktu. Wychodziło na to, że nie tylko ja byłam zaskoczona takim obrotem sprawy, ponieważ z ust Eleanor niemal natychmiast wyrwało się następujące pytanie:

          - Wyjechał do Stanów? Na długo?

          - Lucy ci nic nie wspominała?

          Ów popołudnie bez wątpienia można było nazwać „popołudniem zaskoczenia”, ponieważ pani Shenton również wyglądała na głęboko poruszoną faktem, iż El nie ma pojęcia o wyjeździe Lucasa, z resztą nie ona sama. Ja również tępo gapiłam się w mały łepek Winstona czekając na dalsze wyjaśnienia. Musiałam udawać kompletnie niewzruszoną, ponieważ wszystko wskazywało na to, że Ann jest pewna tego, że jestem świadoma tego, co się stało, choć w rzeczywistości prawda była zupełnie przeciwna. Byłam tak zdezorientowana, że właściwie nie wiedziałam nad czym zacząć zastanawiać się najpierw. Nie miałam jednak najmniejszej ochoty na tłumaczenie kobietom, co wydarzyło się w Londynie i dlaczego ten drobny fakt z życia mojego "najlepszego" przyjaciela tak paskudnie mi umknął.

          - Hm, tak.. Najwyraźniej zapomniała mi o czymś wspomnieć..- odrzekła zamyślona El, po czym z subtelnym, a zarazem zachęcającym uśmiechem spojrzała na twarz znajomej. Nie potrafiłam stwierdzić, czy pomyślała, że o wszystkim doskonale wiem, jednak nie powiedziałam jej o tym chcąc z jakiegoś powodu utrzymać w tajemnicy, czy też od razu zrozumiała, że ja również nie miałam o niczym pojęcia. Tak, czy inaczej Eleanor należała raczej dość upartych osób i jeśli sobie coś zaplanowała, to dążyła do tego tak długo, aż jej się udało, a tym razem postanowiła dowiedzieć się co takiego działo się ze Stanem i nic nie mogło ją przed tym powstrzymać.

          - Miesiąc temu aresztowali go za wszczęcie bójki w jakimś pubie, na szczęście Louis szybko zareagował i jeszcze tego samego wieczoru wpłacił kaucję.. Bardzo nam pomógł, to dobry dzieciak.- odparła nieco przygaszonym głosem, a mnie kompletnie zamurowało. Czułam, jak moje ciało nieruchomieje, a wszystkie mięśnie momentalnie się napinają. Byłam naprężona niczym struna, a co najważniejsze w ogóle tego nie kontrolowałam.

          - Mam nadzieję, że nie Stan nie zepsuł wam wieczoru. Wiem, że byłaś wtedy w Londynie Lucy..- dodała, a ja zaczęłam starannie przetworzyć każde jej słowo i złożyć o wszystko w jakąś logiczną całość. Cóż, wyglądało na to, że w końcu dane mi było poznać tajemnicę spóźnienia się Tomlinsona do klubu.

         - Oh, bardzo mi przykro Ann, na pewno wszystko się ułoży..

          Tak naprawdę dalszej części rozmowy już nie słuchałam. Wyłączyłam się, dosłownie. Może i fizycznie wciąż znajdowałam się w tym samym miejscu, aczkolwiek duchem i myślami byłam już naprawdę bardzo daleko. Szok jakiego wtedy doznałam, owładnął mnie całą i właściwie odebrał mi zdrowy rozsądek, a przy okazji również umiejętność kontaktowania. Najwyraźniej Eleanor to zrozumiała, ponieważ podczas powrotu do domu nie zamęczała mnie masą pytań. Po prostu milczała, a ja byłam jej za to cholernie wdzięczna. Musiałam to sobie najpierw bardzo starannie przemyśleć i dopiero wtedy mogłam zacząć jakoś działać.


          Leżałam rozwalona na łóżku i bezczynnie wpatrywałam się w śnieżnobiały sufit obracając w palcach swój telefon. Miałam cholerną ochotę zadzwonić do Tomlinsona i czym prędzej wygarnąć mu wszystko, co aktualnie spoczywa mi na sercu i nie daje spokoju. Nie mogłam uwierzyć w poziom ignorancji, jakim wtedy popisał się chłopak. Zastanawiałam się dlaczego nic nie powiedział mi na ten temat. Nie ufał mi? A może po prostu zrobił to w trosce o mnie? Każde z tych wytłumaczeń wydawało mi się wielce prawdopodobne, jednak żadne z nich nie było wystarczająco przekonujące, abym nie czuła żalu wobec swojego najlepszego przyjaciela. To prawda- ja i Stanley od dłuższego czasu nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktu, a mówiąc, że nasza relacja ostatnimi czasy była chłodna, naprawdę nie oddałabym tego, co rzeczywiście się pomiędzy nami działo. Tak czy inaczej uważałam, że miałam prawo wiedzieć o takich rzeczach, szczególnie jeżeli w takim stopniu dotyczą Louisa, którego notabene wciąż uważałam za swojego najlepszego przyjaciela. Jednak czym tak naprawdę była nasza przyjaźń, kiedy okazywało się, że każdy ma przed sobą jakieś tajemnice? Kiedy tylko się pogodziliśmy, ja ukryłam przed nim swoją kłótnię z Lucasem i chociaż wtedy wydawało mi się, że postępuję właściwie, teraz nigdy w życiu bym tego nie zrobiła. Bardzo szybko zrozumiałam, że był to ogromny błąd, a Lou powinien być pierwszą osobą, do której się zwrócę z takim, a nie innym problemem. Nigdy nie powinnam mieć co do tego wątpliwości. Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby Lou miał w zwyczaju uczyć się na czyichś błędach i najzwyczajniej w świecie nie brałby ze mnie przykład i opowiedziałby mi o wszystkich problemach, jakich przysporzył sobie i jemu Stan. Teraz jednak było na to zdecydowanie za późno i wyglądało na to, że czeka nas kolejna, bardzo poważna, a zarazem pełna żalu rozmowa, w której każdy będzie musiał wyrzucić z siebie wszystko to, co nie daje nam spokoju.

          Byłam tak skołowana i przybita przez całą tą sytuację, że jedyną rzeczą jaką miałam ochotę zrobić bardziej od nawrzeszczenia na Tommo, to wygadanie się komuś. Mogłabym zadzwonić do Cassie i to z nią porozmawiać, jednak blondynka nie miała pojęcia o żadnym z aspektów tej historii, a ja po prostu nie miałam siły opowiadać jej wszystkiego od początku. Poza tym, czy był jakikolwiek sens wplątywać ją w tą potwornie zawiłą sprawę? Miałam co do tego spore wątpliwości.

          Kolejną osobą, której bez wątpienia mogłabym zapytać o radę, była Eleanor. Jednak poruszanie tego tematu wiązało się z opowiedzeniem Johnson o awanturach, które wywoływał Stan i o wszystkim tym, co starałam się ukryć od tylu miesięcy. Co prawda byłam niemal w stu procentach pewna, że El podejrzewa iż pomiędzy mną, a Stanleyem wydarzyło się coś złego, to i tak nie miałam zamiaru powiedzieć jej tego w twarz, a przynajmniej nie do momentu, kiedy będzie to konieczne.

          Najpoważniej jednak rozważałam telefon do Harrego. Jako jedyny z całej tej trójki doskonale wiedział, jak wygląda sytuacja, więc nie musiałabym mówić za dużo. Poza tym od czasu mojej ostatniej wizyty w Londynie utrzymywaliśmy częsty kontakt i dzwoniliśmy lub pisaliśmy do siebie w sprawie naprawdę przeróżnych rzeczy.

         Byłam już coraz bliżej podjęcia decyzji i z pewnością później naprawdę bardzo bym jej żałowała, gdyby nie fakt, że z głębokich rozmyśleń wybił mnie dzwonek telefonu, który rozniósł się po całym moim pokoju. Kompletnie nie byłam na to przygotowana, dlatego wzdrygnęłam się nieznacznie i dopiero moment później, delikatnie kręcąc głową z dezaprobatą, odebrałam.

          - Lucy Croft?- usłyszałam w słuchawce przyjemny, kobiecy głos, który prawdę mówiąc nie przypominał mi żadnego ze znajomych.

          - Przy telefonie.- odparłam natychmiastowo.

          - Miło cię słyszeć Lucy, z tej strony Juliette Loughran z Galerii Loughran, może jeszcze mnie pamiętasz..- zaczęła kobieta, a moje serce niespodziewanie przyspieszyło swojego tempa. Nie miałam pojęcia czego jeszcze mogła chcieć ode mnie właścicielka galerii, w której wystawiono moje prace, dlatego jej telefon cholernie mnie zaskoczył. Właściwie to kompletnie nie wiedziałam czego mogę się po tym spodziewać. Ton jej głosu mówił mi, że jest w wyśmienitym humorze, ale czy mogłam się tym sugerować i czy naprawdę oznaczało to, że kobieta nie wyskoczy w każdej chwili z jakąś piekielnie przykrą informacją, a co najważniejsze, że nie zrobi tego z uśmiechem na ustach. Byłam dla niej obcą osobą, więc w gruncie rzeczy nieprzyjemną wiadomość mogła podać mi dokładnie tak samo, jak tą dobrą.

          - Posłuchaj Lucy, chętnie bym pogawędziła, ale mam jeszcze dziś kilka spraw do załatwienia, dlatego przejdę do konkretów. Wystawa, dzięki której twoje obrazy pojawiły się w naszej galerii, cieszy się dość sporym zainteresowaniem. W ostatnim czasie sporo osób nas odwiedziło i najwyraźniej twoje prace bardzo przypadły komuś do gustu, ponieważ znalazł się na nie kupiec. Swoją drogą nie byle jaki kupiec, w zamian za twoje obrazy proponuje dziesięć tysięcy funtów. Oczywiście bez twojej zgody mamy związane ręce, dlatego dzwonię, aby zapytać cię o zdanie.

          Po spotkaniu z panią Shenton byłam w stu procentach pewna, że tego dnia już nic więcej mnie nie zaskoczy. Informacje o Lucasie, których nieświadomie mi udzieliła, były tak szokujące, że nie wierzyłam w to, aby cokolwiek było w stanie je przebić, najwyraźniej jednak strasznie się myliłam. W jednej chwili moje ręce zaczęły się trząść, a ja jakbym dostała ataku paniki. Powtarzałam sobie w myślach, że muszę głęboko oddychać i przyjąć całą sprawę na spokojnie. Nie zdawałam sobie sprawy, że to wszystko trwało trochę za długo, dopóki po raz kolejny nie usłyszałam spokojnego głosu Juliette:

          - Lucy, zastanów się nad tym i oddzwoń do mnie, kiedy podejmiesz decyzję. Nie będę naciskała, ale dam ci małą radę: wykorzystaj swoją szansę. Do usłyszenia!

          Zanim zdążyłam cokolwiek wydukać, połączenie zostało zakończone. Odłożyłam telefon na łóżko i niespokojnie chodziłam tam i z powrotem po pokoju. Wiedziałam, że taka szansa może się nigdy nie wydarzyć, a nuż może okazać się moją przepustką do osiągnięcia czegokolwiek, jednak nadal miałam w sobie blokadę. To były moje autoportrety, na których jak na tacy podałam wszystkim moje obawy i lęki. Wystarczyło na nie spojrzeć, żeby wiedzieć, że te prace to część mnie. Do tego ta część, którą tak starannie próbowałam zawsze chronić i ukrywać. A teraz ktoś chciał, aby wisiała ona u niego w domu. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk przychodzącego smsa, na który ze strachu podskoczyłam. Na wyświetlaczu mignęło mi nazwisko Styles, dlatego od razu postanowiłam go odczytać. „Słyszałem dobre wieści! Gratulacje, artystko xx H”. Musiałam kilka razy przeczytać tą wiadomość, żeby dotarło do mnie, dlaczego Hazza mi gratulował. Do teraz nie wiem, czy byłam tak zaskoczona całą sytuacją, czy po prostu brakowało mi piątej klepki, ale prosto z mostu odpisałam mu, że waham się, co do sprzedaży tych prac. Słowo po słowie, zdanie po zdaniu, sms po smsie i sama nie potrafiłam wyczuć, w którym momencie powiedziałam mu o swoich wszystkich obawach, co do tej transakcji. A on tak skutecznie dobierał słowa, że po pewnym czasie udało mu się mnie przekonać. Styles miał absolutną rację: kupiec jest anonimowy, a ja nigdy go nie poznam. Co za tym idzie, on nigdy nie dowie się, jak dużą cząstkę mnie posiada. Mimo iż to tylko na płótnie.

          Po trzech głębokich oddechach wykręciłam numer Juliette, aby oznajmić jej, że podjęłam decyzję.

          - Zgadzam się.
         Wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu, nie dając jej nawet możliwości przywitania się. Po drugiej stronie telefonu usłyszałam ciepły śmiech właścicielki galerii, a zaraz potem coś w stylu, że papiery zostaną mi dostarczone kurierem jutro , żebym je podpisała, jedna sama nie byłam pewna, bo po głowie chodziła mi tylko jedna myśl: właśnie sprzedałam swoje pierwsze prace za dziesięć tysięcy funtów.

***

          Kolejne dni minęły mi dużo spokojniej. Zero niespodziewanych spotkań, czy telefonów od ważnych osobistości. Można byłoby nawet powiedzieć, że moje życie wiodło się w całkiem nudny i monotonny sposób, co paradoksalnie bardzo mi odpowiadało po tym jakże burzliwym i wyczerpującym okresie. Ostatnio działo się tak dużo, że właściwie sama za sobą nie nadążałam. Odkąd ja i Lou znów byliśmy przyjaciółmi, moje życie nabrało tempa, a ja nie do końca się z tym oswoiłam. Przyzwyczajona do wiecznej nudy i braku istotnych wydarzeń, czułam się co najmniej nieswojo z faktem, że teraz wszystko nabrało tak jaskrawych i wyraźnych barw. Z jednej strony cholernie mnie to cieszyło. W końcu zaczynałam naprawdę żyć i zdobywać jakieś przyjemne wspomnienia. Do tego otaczały mnie same wspaniałe osoby, bez których nie dałabym rady.

          Siedziałam na kanapie jak na szpilkach i wyczekiwałam, aż Louis da mi jakiś znak, że przyjechał. Stęskniłam się za nim, a teraz miałam go mieć do swojej dyspozycji przez kilka dni, ponieważ przyjeżdżał do Doncaster. Zero wścibskich paparazzi, czy po prostu tłoku Londynu. Mogliśmy oboje odpocząć w naszym miejscu, pójść na spacer po parku, tak jak kiedyś.

          - Will, wszystko z nią ok?- usłyszałam rozbawiony głos Elonour, ale jednym uchem wpadło, a drugim wypadło.

          Gdy tylko usłyszałam, że jakiś samochód zatrzymuje się na naszym podjeździe, nie myśląc zbytnio poderwałam się do góry i nawet nie racząc ubrać butów, otwarłam drzwi wejściowe i uśmiechnęłam się jak małe dziecko, widząc mojego przyjaciela, wychodzącego z samochodu.

          - Lou! – krzyknęłam i wręcz rzuciłam się na chłopaka, nie zważając na nic innego.

          Liczyło się tylko to, że Louis przyjechał, że stoi na moim podjeździe i teraz jesteśmy tylko my we dwójkę. Nikt nam nie zepsuje tych kilku dni i nie będę musiała się dzielić jego uwagą. Tomlinson chwycił mnie w pasie i okręcił parę razy, a gdy w końcu otwarłam oczy, zauważyłam ją. Stała przy samochodzie Lou i bacznie nas obserwowała. Automatycznie zabrałam ręce z szyi przyjaciela i wpatrywałam się w nią.

          - Och, zapomniałbym – powiedział lekko zmieszany chłopak, drapiąc się po głowie – Lucy, chciałbym ci kogoś przedstawić.

          Czułam jak moje całe ciało drętwieje, a słowa mnie mijają i rozbijają się o ścianę domu. W tym momencie moje wyobrażenie o tych kilku dniach runęło jak domek z kart.

          - Lucy.. to moja dziewczyna, Eleanor.

















Wybaczcie jeśli Was rozczarowałam tym rozdziałem. Ja osobiście nie tak sobie go wyobrażałam, ale nieważne. Wydaje mi się, że od następnego rozdziału zaczyna się najlepsza część tego opowiadania, ponieważ będzie działo się tak naprawdę najwięcej, dlatego jedyne co mi pozostaje, to zachęcić Was do wyczekiwania kolejnego rozdziału. :)
+ PRZEPRASZAM wszystkich, którzy czytają WHOPPERA i czekają na nowy rozdział. Miałam teraz naprawdę intensywny czas, ale teraz mam kilka dni wolnego, więc na pewno się nim zajmę i pojawi się na dniach. :)
+ + Jestem w trakcie nadrabiania Waszych blogów, także spodziewajcie się mnie i moich komentarzy. :D
+ + + Dzięki Joyster za pomoc <3
@vespeerr

17 komentarzy:

  1. Moge sie mylic ale uwazam ze to Harry chce kupic te obrazy... Nwm czemu ale po pierwsze to skad on dokladnie wie ze ktos chce je kupic? Po drugie to nie mam konkretnego powodu xd ale cos mi podpowiada ze tak jest ;*** Rozdzial jest swietny jak zawsze :) czekam na kolejny a przy okazji WESOLYCH ŚWIĄT!!! Wiem zd juz po swietach ale nie zlozylam wczesniej to teraz skladam zyczenia <3
    Sophie xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ugh ... telepatia... Miałam. Napisać. To. Samo!!!
      Nana

      Usuń
  2. Wszystkiego dobrego i bezkacowego po świętach!

    Rozdział nie jest rzeczywiście jakiś bardzo dynamiczny, ale nie posunęłabym się do krytykowania go w sposób w jaki ty to robisz, więc po raz kolejny miałam racje.

    Louis to ma swoje tajemnice, co? Nie pisnął słówka na temat wyjazdu, czy bójki Stana, jakoś umknęło mu poinformowanie najlepszej przyjaciółki o tym, że ma dziewczynę. Coś tu śmierdzi. I to wcale nie są resztki z wigilii. Jak na tak wygadanego, wyluzowanego chłopca bardzo wiele zatrzymuje dla siebie, a nie koniecznie tak powinno być. Czyżby miał coś do ukrycia. Czyżby miał do ukrycia coś DUŻEGO?

    Nie chciałabym by Hazza był kupcem obrazów. Z jednej strony byłoby to słodkie, romantyczne i rozkoszne, co doskonale wpisywałoby się w historię, ale chciałabym byś mnie zaskoczyła. Tak, że wiesz. Wbije mnie w fotel i już nie wstanę. xD

    Panowie za oknem coś budują i mnie dekoncentrują, a chciałam napisać bardzo ładny i długi komentarz.

    Jak wszystkich irytuje Meg, tak teraz mnie zirytowała Lucy. No i co w związku z tym, że Tommo ma dziewczynę? Przecież ona jest jego przyjaciółką. TYLKO. A nagle świat stanął, przerażenie objęło jej ciało i zachowuje sie jakby na prawdę zaraz rzeczywistość miała runąć w posadach. NO BOŻE dziewczyno. Oczekiwałaś czegoś więcej? Hę?


    No dobra, czekam na ten obiecany rozwój akcji i wracam do nauki. Może jak przysiądę nad całkami, to wróci mi wena i dokończę rozdział na LD. OBY!

    Pozdrawiam, ściskam i całuję xoxo

    M.K

    ( http://last-direction.blogspot.com/ )

    OdpowiedzUsuń
  3. To świetnie, że Lucy ma szansę sprzedać swoje obrazy. Musi pokazywać swój talent. Jak Louis mógł pominąć informację o tym, że ma dziewczynę? W końcu przyjaźni się z Lucy.
    Podejrzewam, że to Harry jest tym tajemniczym kupcem, ale zobaczymy czym nas zaskoczysz :)
    Co do jej reakcji na El, to zdziwiła mnie jej ... rozpacz? A może ona czuje do Lou coś więcej?
    Naprawdę genialny rozdział. Nie jest może dynamiczny, ale bardzo mi się podoba :)
    Całuję :*
    @Gattino_1D
    [spojrz-w-moje-oczy]
    [gotta-be-you-darling]

    OdpowiedzUsuń
  4. Na samym początku muszę oczywiście wspomnieć, że bardzo, ale to bardzo cieszę się z nowego rozdziału. Mam nadzieję, że na następny nie będziesz kazała czekać tak długo!
    W sumie tyle się wydarzyło w tym rozdziale, mam taki mętlik w głowie, że nie wiem, od czego by tu zacząć. Ta cała sprawa ze Stanem i Louisem jest naprawdę podejrzana. Przynajmniej wyjaśniło się spóźnienie Tomlinsona wtedy do klubu. Nie dziwię się Lucy, że zareagowała w taki sposób i była totalnie zaskoczona. Ja tak samo! Nie sądziłam, że Louis pomoże Lucasowi. I jeszcze ukrył wszystko przed Lucy, nie przyznając się do tego swojej najlepszej przyjaciółce. No nieładnie, Lou.
    No to teraz sprawa z tymi obrazami! O MATKO. W sumie to bardzo ciekawi mnie fakt, jak Harry się dowiedział o tej sprzedaży? Pierwszy wiedział i od razu się tym pochwalił. To by mogło wskazywać, że on jest ich kupcem. To byłoby naprawdę urocze i romantyczne! Poza tym, cieszę się, że oboje mają ze sobą taki, a nie inny kontakt. Dzwonią do siebie, wymieniają wiadomości i mogą na siebie liczyć - fajna sprawa. Kurczę, teraz będę rozkiminiać nad tymi obrazami!
    No i końcówka. Lucy tak bardzo wyczekiwała przyjazdu Louisa, stęskniła się za nim i oczekiwała, że spędzą te kilka dni tylko razem jako najlepsi przyjaciele. A tutaj nagle takie BUM. Ale w ogóle... Dlaczego Tomlinson nie przyznał się, że ma dziewczynę? :o On coś kombinuje i wcale mi się to nie podoba. A z drugiej strony, dlaczego Lucy tak bardzo się tym przejęła? Ok, rozumiem, że była zaskoczona, bo nie tego się spodziewała, ale przecież... Ona i Lou byli tylko przyjaciółmi. Więc chyba nie poczuła się zazdrosna? :o A przyjazd Eleanor nie musi od razu wszystkiego zepsuć, prawda?
    Czekam na rozdział następny, misiu. Ten wyszedł jak zawsze wspaniale. Tak go szybko pochłonęłam :o Dużo weny i odpoczynku przez te kilka dni wolnego, całuję <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Też miałam wrażenie o Harrym, że to on chce te obrazy, ale przecież nigdy nic nie wiadomo i może coś nas jeszcze bardziej zaskoczy. Wcale bym się nie zdziwiła. Ogromnie się ciesze, że uda jej się sprzedać swoje obrazy, to dla niej wielki sukces. Przykro mi tylko z powodu Louisa który przyjechał z El, bo Lucy miała nadzieję, na czas z przyjacielem. Ale faktycznie jak gdzieś wcześniej mi mignęło, to zachowała się trochę tak jakby Lou obchodził ją ciutkę bardziej.
    Rozdział, mi się podoba jest taki po prostu przejściowy, gdzie dowiadujemy się dużo rzeczy, a nie w kółko dokładnie młócimy sprawę pomiędzy bohaterami.
    Dobrze więc, śle buziaki tuzin weny! :) xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jest świetny i nigdy nie przypuszczałabym, że tak to się potoczy.
    Mianowicie, sprawa ze Stanem i Tomlinsonem, według mnie, jest czymś, o czym Lucy nie powinna tak szybko zapomnieć. Myślę, że powinno dojść do tej rozmowy.
    Fajne jest to, że ona i Harry mają tak dobry kontakt. Śmiem nawet podejrzewać, że to on jest kupcem tych obrazów, no bo skąd by wiedział, że Lu dostała taką propozycję? Z tego, co pamiętam, to bardzo przypadły mu do gustu, więc jeśli jest tak jak sądzę, to jestem ciekawa reakcji Lucy, kiedy zobaczy je u niego w domu :)
    Louis ma dziewczynę. Wow. No tego również się nie spodziewałam. Lucy, moim zdaniem, jest małą egoistką, która chce go mieć tylko dla siebie i nie ma zamiaru dzielić się swoim przyjacielem z nikim innym.
    Jestem bardzo ciekawa tego, jak wszystko dalej się potoczy.
    Rozdział jest meeega i z niecierpliwością czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział na serio świetny i bardzo dobrze się go czyta <3
    Świetne piszesz opisy :) Masz bardzo książkowy styl, dojrzały.
    Brawo Lucy! :D Chociaż skąd Harry tak szybko wiedział o kupnie obrazów? Coś mi się wydaje, że Styles miał ochotę ozdobić mieszkanie ;D
    Stan wyjechał? Oj pora zmyć Lou uszy! A miałam taką nadzieję, że szybko się pogodzą :'( No cóż będę czekać cierpliwie, bo nadal mam nadzieję, że będzie między nimi ok. Wiem, że zachował się okropnie, ale cały czas mi go żal i sądzę, że musiał być jakiś ważny powód.
    Eleanor! Tego się nie spodziewałam :/ Teraz się zastanawiam będzie kimś złym czy nie? Skończyłaś w bardzo napiętym momencie, tak nie wolno! Czuję, że będą jakieś kłopoty. El pewnie nie będzie zbyt zadowolona z tak dobrych relacji między Lou a Lucy. Swoją drogą to dziwne, że ją ze sobą przywiózł, takie złowieszcze. Nie ma tylko najlepszych przyjaciół, bo jest jeszcze ona. A co jeśli... No dobrze ja muszę skończyć się zastanawiać, bo układają mi się same mroczne scenariusze, a może będzie dobrze i nie ma się o co martwić. :)
    Pisz szybciutko, bo ja chcę wiedzieć co dalej <3
    Na whopper też już się nie mogę doczekać, tak długo nie ma :c
    W każdym razie rozdział mnie powalił, bo na serio jest mega :D A ty przestań mówić, że Ci nie wychodzi, bo wychodzi i to bardzo.
    No to ja już zmykam :3 Tylko jeszcze jedno pytanie: Masz może gg?

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo iż kibicuję zupełnie innej drużynie, zaskoczyło mnie ostatnie zdanie tego rozdziału. Chociaż może bardziej reakcja Lucy na widok Eleanor. Właśnie w tym momencie postać Louisa jest mi kompletnie obca, bo to co wydawało mi się, że wiem teraz staje się zupełnie inną informacją. Jak wielką tajemnicą musiała być sytuacja Stana skoro Louis nie wspomniał i jego wyjeździe Lucy... Jednak bardziej interesuje mnie tajemniczy kupiec jej prac. Opisałaś to tak tajemniczo, że tylko mogę się domyślać, a i tego nie za bardzo chcę robić, bo w końcu gdzie byłby ten element zaskoczenia? :)
    Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się już wkrótce i czy moje wątpliwości i domysły w jakiś sposób się rozwieją.

    OdpowiedzUsuń
  9. Louis i Eleanor? Wow, to musiało zaskoczyć biedną Lucy. Bałam się, że dziewczyna spotka Stana, bo to spotkanie na pewno do najmilszych by nie należało, ale na szczescie tak się nie stało. Mam nadzieję, że on nigdy nie wróci do jej życia i nie będzie sprawiał jej przykrości. Gratuluję Lucy, ze znalazł się kupiec na jej portrety, 10 tysięcy funtów! Kupa kasy! Dziewczyna musi być naprawdę zdolna.
    Jestem ciekawa jak El zareaguje na to, że Lucy i Louis mają ze sobą taką bliską relację, hm...
    Rozdział mi się podobał, jak każdy. Pozdrawiam i życzę dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zwykle pierdzielisz stara, jak dla mnie rozdział jest perfecto, nie wiem, czego Ty od niego chcesz XD Ale w sumie zawsze sama marudzę nad swoją grafomanią, więc nie będę Cię winiła ani dalej opieprzała. Znaj moje łaskawe serce XD
    Taki ładny wstęp o wiośnie, aż się rozmarzyłam. Chociaż póki co nie zaznaliśmy zimy (a w sumie szkoda, mogłoby popadać trochę), zaczęłam tęsknić za słońcem, trawą i świeżym, wiosennym powietrzem. Nastrój szybko mi się zepsuł, kiedy pojawiła się pani Shenton. A jeszcze bardziej spochmurniałam po jej rewelacjach. Czyli Stan prawie wpakował się do więzienia? Z jednej strony mnie to zszokowało, a z drugiej nie, bo przecież chłoptaś od jakiegoś czasu uważał robienie awantur za swoje hobby. Cóż, jakoś tak się ucieszyłam, że jest teraz na innym kontynencie. Nie przepadam za nim i może lepiej dla Lucy, że przez najbliższy czas nie istnieje żadna szansa, aby się z nim spotkała. Swoją drogą może Lucas po tym incydencie nieco otrzeźwieje i zacznie zachowywać się jak na cywilizowanego człowieka przystało.
    W sumie rozumiem Lu, też byłabym wściekła na Tomlinsona za zachowanie takiej tajemnicy do siebie. Może nie jest w najlepszych kontaktach ze Stanleyem, ale przecież wciąż wiele ich łączy i miała prawo o tym wiedzieć. Wierzę jednak, że Tommo zrobił to dla dobra przyjaciółki, po prostu nie chciał jej martwić. I nareszcie przyjemniejsza część tego rozdziału... Szczerzyłam się jak głupia do sera, kiedy do Lucy zadzwoniła właścicielka galerii, bo po prostu CZUŁAM, że usłyszę dobre wieści. No i faktycznie! Jestem taka dumna z naszej bohaterki <3 Na początku, czytając o jej wątpliwościach, miałam ochotę ją udusić, ale szybko zrozumiałam te wszystkie obawy. W końcu te obrazy stanowią cząstkę duszy Lu, do tej pory chyba nawet nie przyszło jej do głowy, by sprzedać swoje dzieła. Na szczęście do akcji wkroczył Harry, służąc obiektywizmem, radą i inteligencją. Coraz bardziej go lubię XD
    Nie do końca kapuję ostatnią scenę. To znaczy... Dlaczego Lucy tak zareagowała na widok dziewczyny Louisa? Zaraz, zaraz... Ona chyba nie jest o niego zazdrosna? ;o Może chodzi po prostu o to, że nie chce się dzielić czasem spędzonym z przyjacielem? Sama już nie wiem, pewnie w najbliższej przyszłości nam to wyjawisz. Jakoś tak ucieszyłam się z obecności Eleanor, jestem ciekawa, w jaki sposób wykreujesz tę postać :)
    Tak jak mówiłam, rozdział jest świetny i będę się tego zdania trzymała XD Czekam na ciąg dalszy i życzę weny! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozdział jest naprawdę rewelacyjny.
    I nie rozumiem dlaczego ci się nie podoba.
    Ja chciałabym pisać tak jak ty. W kompleksy mnie wpędzasz. xd ;c
    Ja nigdy nie potrafię tak pięknie opisywać wszystkie zdarzenia, a ty, jak widzę masz to w małym palcu. ;)
    Z każdym rozdziałem coraz bardziej lubię Lucy. Nie wiem czemu, po prostu jest taka... inna. ;] Ale w pozytywnym sensie. xd
    Ooo. I z Harrym jest już wszystko w porządku, jak widzę.
    Mam nadzieję, że ich znajomość przerodzi się w końcu w coś więcej. ^^
    Lubię też Louisa, choć tutaj zachował się strasznie względem Lucy. Dlaczego jej nic nie powiedział? Zastanawia mnie to. :) Ale ważne, że Stan wyjechał! Okej, jakoś go nie polubiłam, stąd moja radość. :D
    Jestem ciekawa kto kupił obrazy Lucy. Moja pierwsza myśl: Harry. Ale nie wiem. Mam nadzieję, że nas zaskoczysz. ^.^
    Co do reakcji głównej bohaterki na widok Eleanor... Muszę przyznać, że trochę mnie zdziwiła jej przerażenie. W tamtym momencie wydawało mi się, czy może nie czuje do Louisa coś więcej, niż tylko uczucia przyjacielskie. Oczywiście miała prawo się zdziwić. Sama nie wiem co bym zrobiła, gdyby mój przyjaciel nagle przedstawił mi swoją dziewczynę, a ja bym wcześniej o tym nie wiedziała. Ciekawe jakie będą relacje między Eleanor i Lucy. :)
    No i liczę na więcej wątków Lucy-Harry.
    Weny życzę i wyczekuję kolejnego rozdziału.
    Pozdrawiam! ♥
    P.S. U mnie kolejny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Skomentuję w końcu, bo wypada, o.
    Radość nastała w mej duszy, jako że Stan wyjechał. Jednego dupka mniej i przynajmniej z takiej odległości nie będzie uprzykrzał życia Lucy.
    Kupiec obrazu jest intrygujący, ale bardziej spodobało mi się to, że Lucy nie zgodziła się od razu na sprzedaż, mimo że cena, którą jej zaoferowano jest astronomiczna. Oczywiście jak na młodą, nieznaną artystkę. Miała swoje obawy, ale gratulacje dla niej, że się ich pozbyła.
    Jako że w sumie wiem o wiele więcej niż Twoi czytelnicy, podzielę się moją dygresją na temat zazdrości Lucy: w opisie jest wielokrotnie powtórzone i zaznaczone, że dziewczyna chciała w końcu spędzić trochę czasu ze swoim przyjacielem, żeby nikt im nie przeszkadzał. A dziewczyna Louisa raczej jest tego główną przeszkodą, bo wiadomo, że będzie on się najbardziej skupiał na niej. Plus biedna Lu nie wiedziała o tym, że oni są parą.

    Anyway, i tak najbardziej podoba mi się to, że pięknie widzimy rozwój postaci. Lucy zmienia się na naszych oczach z rozdziału na rozdział, a to jest główna rzecz tego opowiadania.

    Lovuszki <3

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny blog *.* bardzo podoba mi się jak piszesz <3

    jeśli ktoś chciałby wpaść do mnie to prosze bardzo , dopiero zaczynam ...http://call-me-by-death.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Pisząc komentarz pod poprzednim, zapomniałam dodać, że bardzo, baaardzo podoba mi się obecny szablon. Daje niezły efekt, jak się czyta <3
    No, proszę. Tak jak obiecywałaś, tak zrobiłaś. W tym dzieje się znacznie więcej, niż w poprzednim (co wcale nie znaczy, że poprzedni był gorszy, co to, to nie), a jak na końcu napisałaś, że to dopiero początek, to miałam ochotę klasnąć z radości :D Nie mogę się w takim razie doczekać, co to też nam wkrótce przedstawisz, bo dzieje się coraz ciekawiej.
    Zacznę może od Stanleya, który naprawdę jest bardzo denerwującym typem. Przynajmniej dla mnie. Osobiście, to nie potrafiłabym się chyba z nim zakumplować, a co dopiero przyjaźnić. Chłopak ma naprawdę trudny charakter! Mogłabym nawet powiedzieć, że jest nie do zniesienia. Rozumiem, przeżył dużo ciężkich chwil i w ogóle, ale bez przesady z tym zachowaniem. Zwłaszcza, że czasem zdarza mu się nieźle skrzywdzić innych, między innymi uroczą Lucy, która z rozdziału na rozdział coraz bardziej się otwiera i pokazuje więcej prawdziwej siebie. To wszystko właściwie pisałam tylko apropos tego, co ujawniłaś w tym rozdziale na jego temat. Że wyjechał do Stanów, że Louis płacił za niego kaucję, że właśnie dlatego tyle czasu nie było go w poprzednim. No, proszę, zaskoczyłaś mnie. Uch, ale mniejsza ze Stanleyem, pojawiła się Eleanor, to się dopiero zacznie! Cóż, jak Lucy zaczęła myśleć o tym, że będzie miała LouLou na wyłączność, a tu nagle on poznaje ją z Elką, to zaczęłam się śmiać. Co prawda, trochę Luc współczuję, bo rozumiem jak to jest, kiedy chce się spędzić czas z tą jedną, konkretną osobą, a nie z nią i jego sympatią, ale cóż. Mam dziwne wrażenie, że Eleanor z Lucy się dogadają. No, chyba że po tak wesołym przywitaniu i gburowatej minie El, którą sobie wyobraziłam, kiedy się przytulali, to wszystkiego się można spodziewać. Tak czy siak, cieszę się, że Elka dotarła, bo im więcej bohaterów, tym ciekawiej. Aww! Zapomniałabym o tym, że Lucy sprzeda swoje prace! Wow, to dopiero coś! Jeszcze się tak wyrobi na tych dziełach, że będzie bogata, z takim talentem to oczywiste. Cóż, moją pierwszą myślą było to, że to Harry zakupił obrazy i chyba na razie tego się trzymam, bo nawet jego szybki SMS zaraz po telefonie był raczej podejrzany. Zwlaszcza, że wcześniej się nimi zachwycał, ale cóż. Może chcesz nas zaskoczyć i całkowicie sie mylę :D Tak czy siak, cieszę się, że Hazza przekonał Lucy do ich sprzedania. Pewnie później by żałowała, że nie wykorzystała szansy, więc teraz może być wdzięczna Stylesowi za dobre rady.
    Ale się rozpisałam, wybacz te chaotyczne myśli, po prostu poruszyłaś mnie rozdziałem :) Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę tyle weny, ile tylko udźwigniesz! <3

    OdpowiedzUsuń
  15. W końcu Louis ma dziewczynę <3 Jestem niezwykle ciekawa kto jest tym kupcem jej obrazów :)

    PS. Bardzo fajnie piszesz, wiesz w którym momencie skończyć, aby czytelnik był ciekaawy nastepnego rozdziału i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń